Przejdź do głównej zawartości

Posty

Słowa, słowa, słowa...

Jestem sama w domu, sączę zieloną herbatę i czuję jak się roztapiam. Nienawidzę upałów i duchoty. Chociaż, mimo wszystko, lepsze to niż burze z piorunami. Tak czy siak nic mi się nie chce. Wczoraj wyprałam ubrania na wyjazd. W sumie dwie rundy, dwa pełne bębny pralki. Jutro prasowanie. I lekcja. Pojutrze może uda mi się podjechać na pocztę i uregulować opłatę rekrutacyjną na studia, w środę 3 lekcje, w czwartek być może jedna, a w piątek wyjazd. Oj, w piątek. W piątek w nocy, prawie w sobotę. W Finlandii upały takie jak u nas, na dodatek mieszkanie K. jest na najwyższym piętrze i w dzień niemiłosiernie się nagrzewa. Na szczęście w przyszłym tygodniu ma się nieco ochłodzić, więc może przeżyjemy. Kiedy w piątek zdałam sobie sprawę, że został już tylko tydzień, zaczęłam się denerwować podróżą. Jakby stresu było mało, samochód Skarba nawalił i jest w warsztacie. Odzyska go dopiero kilka godzin przed moim przyjazdem. OK, koniec narzekania. Ważne, że w ogóle odzyska, prawda? I cieszę się, ż...

Dentysta i zakupy przedwyjazdowe

Zaliczyłam wczoraj dentystę. Nie, nie, nie, jeszcze raz. Zaliczyłam wczoraj WIZYTĘ u dentysty. Wyjazd tuż-tuż, a jak niedawno skubnęłam delicję, to coś mnie nieprzyjemnie zakuło. Przyznaję, trochę się przestraszyłam, bo jeżeli chodzi o zęby wiadomo, że mały ból, wręcz bóliczek, sygnalizuje problem. I to jeszcze problem z tych, które same nie znikają, tylko rosną, rosną i rosną. Nie czekając aż znajdę się na północy, gdzie cena opieki medycznej powala nie tylko obcokrajowców, pognałam w te pędy do zębologa. OK, trochę przesadzam, bo od mojego telefonu do wizyty minął jakiś tydzień. W każdym razie, najszybciej jak mogłam, znalazłam się na fotelu. Oczywiście doktorek trochę się śmiał z mojej wrażliwości, którą dobrze pamiętał mimo, że ostatni raz widzieliśmy się 1,5 roku temu. No cóż, pewnie nieczęsto trafia mu się pacjentka, która wzdryga się na samo dmuchanie po zębach, a skóra jej cierpnie na sam dźwięk borowania. Otworzyłam paszczękę, a ten od razu wyskoczył z pytaniem czy os...

II stopień

W końcu zdecydowałam się na kolejny mały krok do przodu. Zarejestrowałam się na studia II stopnia. Za 2 miesiące wyniki rekrutacji. Czyli czeka mnie kilka tygodni nerwówki zanim wszystko się rozstrzygnie. To chore, że wyniki ogłaszane są tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego i studenci spoza miasta muszą szukać mieszkania nawet nie wiedząc czy w ogóle będą studiować. Owszem, mogą zaczekać na ostatni moment, ale wtedy dobrego lokum raczej nie znajdą. Boję się, okropnie się boję, bo bardzo mi zależy na kontynuacji studiów. No ale nic, będę musiała wyłączyć myślenie o edukacji na najbliższe tygodnie. Zamartwianie się nic nie zmieni, a stres naprawdę nie jest mi teraz potrzebny. Muszę się skupić na rzeczach znacznie przyjemniejszych, na przykład podróżach. A zwłaszcza jednej podróży, trochę na północ. Za tydzień o tej porze będę powoli wkładać rzeczy do walizki :) Już nie mogę się doczekać kiedy padniemy sobie z K. w objęcia. Noc będzie długa, bo na miejsce powinnam dotrzeć ok. 1:...

Zakupy w drogerii

Trochę bałam się, że mój wczorajszy biszkopcik będzie siedział i siedział, a on się tylko mignął i na tę chwilę została już sama końcówka :) Pojechałam dziś rano do Krakowa z zamiarem zakupu prezentu dla rodziców Skarba. Już w drodze na busa zaczęłam się topić, w drodze do Krakowa nie było lepiej, jak i w samym mieście. Zrobiłam kilka kilometrów po grodzie Kraka, bo akurat tam gdzie powinnam dostać to co chciałam, nie było nic. Na szczęście po paru godzinach chodzenia i szukania, udało mi się kupić to co chciałam. Po drodze zahaczyłam jeszcze o drogerię i tutaj miałam ciekawą (kolejną już) sytuację. Z myślą o zbliżającym się wyjeździe, chciałam zaopatrzyć się w chusteczki nawilżane. Wybrałam wersję dla niemowląt, bo te zwykle mają delikatny skład. Przy kasie pani bacznie mi się przyjrzała i zapytała: P: Czy ma Pani naszą kartę? ja: Nie, nie mam. P: (przygląda się) Jeżeli ma Pani dziecko... ja: O_o P: ... lub jest Pani w ciąży... ja: O_____o P: ... może Pani dostać na...

Niedzielnie

Porównując do zeszłego tygodnia, ta niedziela minęła mi wręcz pracowicie. Chęć zjedzenia na śniadanie czegoś lekkiego minęła mi gdy tylko się obudziłam i pomyślałam o przepysznym omlecie z szynką i cebulką. Pół godziny później już delektowałam się jego smakiem, a nieskromnie dodam, że wyjątkowo mi się udał. W kuchni rzuciła mi się w oczy miseczka z borówkami amerykańskimi, świeżo zerwanymi z naszego ogrodu. Borówki wręcz krzyczały, żeby coś z nimi zrobić. I dalej, ślinka mi pociekła na myśl o leciutkim jak chmurka biszkopcie z borówkami posypanym cukrem pudrem. Wyskoczyłam jeszcze szybko do ogrodu i zerwałam poziomki i, prawdopodobnie ostatnie w tym roku, maliny. Po niespełna dwóch godzinach biszkopcik był gotowy, a jego zapach wypełniał cały dom. Uwielbiam proste ciasta, a na te z masą nie mogę patrzeć. No, chyba, że chodzi o tort czekoladowy, wtedy nie znam umiaru w jedzeniu ;) Reszta dnia minęła mi błyskawicznie. Jak tylko upiekłam biszkopt, zagłębiłam się w odpowiednie przewodni...

Hawajskie mydełko

Tak, tak, zamierzałam pisać tu codziennie, jednak nie przewidziałam problemów z internetem. Zresztą, problemy z internetem mają to do siebie, że nie sposób ich przewidzieć - weźmy na przykład taką sytuację; Spokojne, ciepłe popołudnie. Do domu przyjechał mój Brat z kumplem opowiedzieć o ich podróży na Hawaje, z której dzień wcześniej wrócili. Pokazują zdjęcia, Brat jeszcze chciał skorzystać na swoim laptopie z internetu, więc podałam mu hasło do sieci, wszystko pięknie i cudownie. Kilka godzin później pojechali, ja zrobiłam sobie lekką kolację i zasiadłam przed komputerem, żeby przejrzeć fora, zrobić trening i szybko biec pod prysznic, bo ze Skarbem byliśmy umówieni na Skype. A tu cios w samo serce - nie można ustanowić połączenia. Połączenie niezaufane. Sprawdź datę i godzinę w celach bezpieczeństwa. JA NIEZAUFANA?! Komunikat kazał czekać kilka godzin. Poczekałam dwie. Dwie to przecież parę godzin, a od pary niedaleko do kilku. Zadzwoniłam do operatora, miły pan obiecał szyb...

Pani z dziekanatu

Oj, jak dobrze! Dzisiejszy dzień był zupełnie inny od wczorajszego! Od rana miałam energię i chęć do pracy. Tak jak planowałam, zadzwoniłam rano do dziekanatu. Pani trochę kazała mi czekać, jednak kiedy już odebrała, nasza rozmowa wyglądała następująco: ja - ja, PzD - Pani z Dziekanatu PzD: Dziekanat, słucham. ja: Dzień dobry! Nazywam się XY, studiuję Z i obroniłam się w piątek, 11go, czy może mi Pani powiedzieć kiedy dyplom będzie gotowy do odebrania? PzD: Do miesiąca. ja: Aha, czyli za miesiąc, 11go sierpnia, mogę się już zgłosić..? PzD: Tak. ja: (Tutaj coś mi zaświtało w głowie)  A przepraszam, czy dziekanat jest czynny w sierpniu? PzD: (tonem "przecież to OCZYWISTE") Nie. ja: Rozumiem...  (To akurat kłamstwo, bo nic nie rozumiałam) Czyli dyplomy będą gotowe w sierpniu, ale można je odebrać dopiero we wrześniu? PzD: Tak. ja: W takim razie dziękuję za informację. Do widzenia! PzD: (trzask) No... Także tego... Ucze...