Przejdź do głównej zawartości

Dentysta i zakupy przedwyjazdowe

Zaliczyłam wczoraj dentystę.

Nie, nie, nie, jeszcze raz.

Zaliczyłam wczoraj WIZYTĘ u dentysty. Wyjazd tuż-tuż, a jak niedawno skubnęłam delicję, to coś mnie nieprzyjemnie zakuło. Przyznaję, trochę się przestraszyłam, bo jeżeli chodzi o zęby wiadomo, że mały ból, wręcz bóliczek, sygnalizuje problem. I to jeszcze problem z tych, które same nie znikają, tylko rosną, rosną i rosną. Nie czekając aż znajdę się na północy, gdzie cena opieki medycznej powala nie tylko obcokrajowców, pognałam w te pędy do zębologa. OK, trochę przesadzam, bo od mojego telefonu do wizyty minął jakiś tydzień. W każdym razie, najszybciej jak mogłam, znalazłam się na fotelu. Oczywiście doktorek trochę się śmiał z mojej wrażliwości, którą dobrze pamiętał mimo, że ostatni raz widzieliśmy się 1,5 roku temu. No cóż, pewnie nieczęsto trafia mu się pacjentka, która wzdryga się na samo dmuchanie po zębach, a skóra jej cierpnie na sam dźwięk borowania. Otworzyłam paszczękę, a ten od razu wyskoczył z pytaniem czy ostatnio były jakieś stresy. No tak, egzaminy, obrona, rekrutacja na studia II stopnia, która spędza mi sen z powiek i skręca żołądek w supeł, plus perspektywa pierwszego lotu samolotem ever (samotnego, dodam) na daleką północ, do krainy mojego mężczyzny, gdzie poznam jego świat, jego rodziców i o-matko-przenajświętsza-a-co-jeżeli-zapomnę-języka-w-gębie. Tego wszystkiego oczywiście mu nie powiedziałam, skupiłam się tylko na aspekcie wykształcenia. I tutaj dowiedziałam się tego, o co już dawno siebie podejrzewałam - w stresujących sytuacjach zaciskam zęby (dosłownie), co z biegiem czasu zaczęło powodować odsłanianie się szyjek zębowych. W tym momencie bardzo się cieszę z tej swojej wrażliwości, bo dzięki temu szybko reaguję i nie doprowadzam swojego uzębienia do tragicznego stanu. Podsumowując, zębolog zęby polakierował, powiedział czym płukać, czym myć (tutaj trochę pochichotał jak mu powiedziałam, że i tak używam delikatnych szczoteczek) i dał próbki past dla nadwrażliwców. Kamień z hukiem spadł mi z serca, kiedy dowiedziałam się, że czeka mnie tylko lakierowanie, oczywiście jako urodzona optymistka założyłam najczarniejszy scenariusz (lekarz mówi, że trzeba kuć i wiercić, podczas zabiegu czuje się jak Buonarroti i rozkuwa mi ząb na pół, po czym trzeba jechać do szpitala, gdzie zostaję uziemiona na parę tygodni, w związku z czym nie mogę lecieć do mojego Skarba), a wszystko po to, żeby potem przeżyć pozytywne zaskoczenie niż ciężki szok.

Czuję, że wyjazd coraz bliżej i coraz bardziej mnie to cieszy. Dzisiaj w końcu się zebrałam i zrobiłam rewolucję w szafie. Przy okazji poszło jakieś 10kg ubrań do prania. Jutro się za to wezmę, później już tylko prasowanie, sprzątanie i pakowanie przeplatane lekcjami z uczniami. I dobrze, więcej pracy = mniej stresu. Muszę się tylko pilnować, żeby zębów nie zaciskać. Nawet zębolog powiedział, że nie powinnam się stresować. No jasne, bo ja to robię dla przyjemności... Dla polepszenia ogólnego samopoczucia zamówiłam dziś torebkę. Śliczną. Fantastyczną. Delikatną. I, co w sumie najważniejsze, praktyczną. A jeżeli już mówię o zakupach, Skarb kupił mi dziś kartę autobusową. Na całe miasto i okolice. Słówkiem mi nie pisnął, że w ogóle o tym myślał. No dobra, kilka miesięcy temu mówił, że przydałoby mi się coś takiego, ale byłam przekonana, że wrócimy do rozmowy jak już do niego dolecę. I poduszeczkę też kupił. Bo zauważył, że ja tylko na takiej śpię, a tych dużych w ogóle nie używam, a on chce, żeby mi było wygodnie. I jak tu go nie kochać?

Na koniec jeszcze kontynuuję temat zakupów. Robiąc ostatnie zakupy kosmetyczne, postanowiłam porozpieszczać trochę futrzaka i kupić mu jego ulubione chrupeczki. Chrupki-antykłaki. I czego się dowiedziałam? Że chrupki-antykłaki to po prostu ODKŁACZACZ.
Ktoś jest bardzo kreatywny :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

PAESE | Puder ryżowy

Dzisiejsza recenzja nie powinna być niespodzianką dla tych, którzy śledzą profil bloga na Facebooku , ponieważ została tam zapowiedziana już kilka dni temu. Słowa dotrzymałam i pod lupę biorę puder ryżowy marki PAESE. Co to takiego i jak się u mnie sprawdził? Czytajcie a się dowiecie :)

Jesienna chandra? Nie, dziękuję!

Jak pisałam w poprzednim poście, w ostatnim czasie do Finlandii zawitała mroczniejsza wersja jesieni. I jeżeli narzekacie na jesienną pluchę, której doświadczacie w Polsce, zapraszam do Finlandii teraz, kiedy jest tak ciemno, że światła uliczne świecą do południa, a po południu są ponownie włączane już między 14 a 15, śniegu który trochę rozjaśniłby świat jeszcze nie ma, temperatura oscyluje w okolicach 0-5°C, a z nieba bezustannie siąpi deszcz. Lub, tak jak dziś, deszcz ze śniegiem. Z pewnością po takiej wycieczce spojrzelibyście łagodniejszym okiem na Polską pluchę ;) Narzekam? Może troszeczkę, chciałam Wam jednak tym opisem nieco zobrazować jak wygląda tegoroczna końcówka listopada na północy. Nic dziwnego, że w krajach nordyckich, szczególnie w Finlandii, problem samobójstw jest ogromny, a osób, które zdecydowały się targnąć na swoje życie jest tyle ile ofiar wypadków drogowych. Jak więc sobie z tym radzę i jakie działania prewencyjne przed jesienną chandrą podejmuję? Oczywiście, ...

Pisanie pracy magisterskiej, czyli od euforii po depresję w 5 minut

Uff! Ostatni post na blogu pojawił się 30go kwietnia. Ci, którzy uważnie czytają bloga wiedzą, że właśnie kończę ostatni semestr studiów magisterskich i, mimo że zajęć mam już niewiele, łatwo przypuszczać, że pisanie pracy pochłonęło mnie całkowicie. Promotor trafił mi się niemożliwie wymagający, nawet przypisy mają mieć dopieszczony każdy przecinek i kropkę. Ale to dobrze, nie narzekam. Wychodzę z założenia, że lepiej trafić na Promotora Perfekcjonistę, któremu zależy na jakości pracy, a nie Promotora Olewacza, z którym cokolwiek ciężko ustalić, łącznie z terminem obrony. Mimo wszystko, po drodze dopadło mnie kilka kryzysów, z czego najpoważniejszy pojawił się na przełomie kwietnia i maja, kiedy myślałam, że naprawdę nie wyrobię się czasowo i obronę będę musiała przesunąć na wrzesień. A to dlatego, że wg ustaleń promotor chciał od nas 14 stron co dwa tygodnie, co niestety nijak przekładało się na mój dosyć obszerny temat i w rezultacie nawet wysyłając mu oczekiwaną liczbę stron kilka...