poniedziałek, 21 lipca 2014

Zakupy w drogerii

Trochę bałam się, że mój wczorajszy biszkopcik będzie siedział i siedział, a on się tylko mignął i na tę chwilę została już sama końcówka :)
Pojechałam dziś rano do Krakowa z zamiarem zakupu prezentu dla rodziców Skarba. Już w drodze na busa zaczęłam się topić, w drodze do Krakowa nie było lepiej, jak i w samym mieście. Zrobiłam kilka kilometrów po grodzie Kraka, bo akurat tam gdzie powinnam dostać to co chciałam, nie było nic. Na szczęście po paru godzinach chodzenia i szukania, udało mi się kupić to co chciałam. Po drodze zahaczyłam jeszcze o drogerię i tutaj miałam ciekawą (kolejną już) sytuację. Z myślą o zbliżającym się wyjeździe, chciałam zaopatrzyć się w chusteczki nawilżane. Wybrałam wersję dla niemowląt, bo te zwykle mają delikatny skład. Przy kasie pani bacznie mi się przyjrzała i zapytała:
P: Czy ma Pani naszą kartę?
ja: Nie, nie mam.
P: (przygląda się) Jeżeli ma Pani dziecko...
ja: O_o
P: ... lub jest Pani w ciąży...
ja: O_____o
P: ... może Pani dostać naszą kartę i korzystać też ze zniżek na produkty dziecięce.
ja: Ach. Dziękuję. Nie mam dziecka, w ciąży też nie jestem, ale będę pamiętać i może kiedyś skorzystam z oferty.

No wiecie co... Dlaczego ja mam takie szczęście, że kiedy jestem w drogerii i kupuję produkt dziecięcy, od razu musi dziać się coś dziwnego? Jakiś czas temu chciałam kupić olejek na rozstępy, świetny do ciała i także na włosy - właśnie z myślą o nich chciałam ten olejek wypróbować. Poszłam do drogerii (ta sama sieć co dzisiaj), ale w gąszczu buteleczek nie mogłam znaleźć tego, którego szukałam. Postanowiłam więc zapytać kobiety z obsługi. Bardzo miła Pani, też nie mogła znaleźć odpowiedniej buteleczki na tej półce, więc kazała podążać za sobą - po czym szybko pobiegła w inną część sklepu. Ja za nią. Nagle się zatrzymała, szybko wzięła olejek do ręki i bardzo głośno (czyt. na cały sklep) oznajmiła: Bardzo proszę, oto olejek na rozstępy dla kobiet w ciąży, który Pani szukała. Trzeba było wtedy zobaczyć moją minę. Błyskawicznie wzięłam od niej butelkę, rzuciłam do koszyka i oddalając się szybkim krokiem wyrzuciłam  z siebie jednym tchem: bardzodziękujępanizapomoc!

Kupiłam jeszcze pas do walizki. Będzie bezpieczniej. I adresówkę. Został tylko prezent dla Skarba, sprzątanie, pranie, prasowanie, pakowanie i mogę lecieć :) Już za chwileczkę, już za momencik. A na razie Kraków ;)