niedziela, 13 grudnia 2015

Niedzielny wieczór z muzyką i herbatą imbirową

Witam Was ciepło w ten niedzielny wieczór. Pogoda ze względu na deszcz i silny wiatr  nie sprzyja spacerom, więc praktycznie cały dzień spędziłam w domu. Absolutnie tego nie żałuję, bo nadgoniłam trochę z magisterką, dzięki czemu pierwszy rozdział powoli dobiega finiszu i niedługo wyślę go do promotora. Teraz delektuję się rozgrzewającą herbatką z miodem, cytryną i plasterkiem imbiru, i relaksuję parujący po ciężkich umysłowych zmaganiach mózg ;) W ramach pracowania nad magisterką, odkryłam wiele wspaniałych stron internetowych oraz zajęć rozwijających zainteresowania. Jedną z takich stron jest Memrise.com, gdzie zapisana już jestem na kilka tematycznych kursów fińskiego i uczę się, powtarzam oraz utrwalam słownictwo i gramatykę. Wspaniała rzecz! Prosty, szybki i przyjemny sposób nauki, o wiele lepszy niż zakuwanie słówek na pamięć ;) 
Kto śledzi mój profil na Instagramie już wie, że niedawno poszczęściło mi się w konkursie organizowanym przez ZagłębieWood i wygrałam wspaniałe nagrody, spośród których na jedną czekałam wyjątkowo niecierpliwie.
Domyślacie się już, na którą? ;)

sobota, 12 grudnia 2015

FARMONA | Radical, wzmacniająca mgiełka do włosów zniszczonych i wypadających

Dzień dobry! Powracam do Was z obiecaną nową recenzją. Co tym razem wzięłam pod lupę? Skoro ostatnio pisałam o waniliowym żelu do kąpieli i pod prysznic Yves Rocher, teraz postanowiłam napisać coś o kosmetyku do włosów. Jak możecie wyczytać z tematu, dzisiejszy post dotyczy wzmacniającej mgiełki do włosów zniszczonych i wypadających Radical. Cóż to takiego i jak mgiełka sprawdziła się u mnie? Zapraszam do lektury!

sobota, 5 grudnia 2015

Czasem słońce, czasem deszcz

Wiedziałam, że tak będzie jak tylko rozpoczął się rok akademicki, a kiedy chwilę później do zajęć na uczelni doszła praktyka w szkole, byłam już pewna, że nie będę miała ani chwili na blog. Niestety, nie myliłam się. Tym sposobem, zawinięta w koc, z laptopem na kolanach i kubkiem muminkowym zachęcająco parującym na stoliku obok, przychodzę do Was skruszona jak kruszonka na szarlotce. Haha, suchar taki.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy kilkakrotnie zabierałam się za pisanie tutaj, jednak za każdym razem coś innego zaprzątało moje myśli. Poza tym, nie przepadam za pisaniem bloga, gdy czeka na mnie tysiąc innych obowiązków, którym natychmiast muszę podołać.
Co się ze mną działo w październiku i listopadzie? Oj, wiele się działo.

sobota, 17 października 2015

Yves Rocher | Żel do kąpieli i pod prysznic Wanillia z upraw BIO

źródło: yves-rocher.pl
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją waniliowego żelu do kąpieli i pod prysznic od Yves Rocher. Firmy chyba nie trzeba bliżej przedstawiać, bo każdy choć odrobinę interesujący się kosmetykami, tę nazwę kojarzy ;) Jak sprawdził się u mnie ten żel pod prysznic i co o nim sądzę?


















czwartek, 1 października 2015

Kolejne włosowe zakupy i powrót do miasta smoka

Kochani moi, bardzo Was przepraszam za niedotrzymanie obietnic o większej aktywności na blogu, ale tak to już jest jak człowiek sobie coś zaplanuje. Od zeszłego poniedziałku coś mnie powoli zbierało, próbowałam ratować się domowymi sposobami, ale w sobotę się poddałam i wylądowałam na SORze. Sprawa o tyle dziwna, że fizycznie czułam się dobrze, jedyne co mi dokuczało to katar, uporczywy kaszel i chrypka, przez którą momentami zupełnie traciłam głos. Jedyny ból, jaki odczuwałam, umiejscowiony był w klatce piersiowej i to najbardziej zaniepokoiło lekarza, który zaraz wysłał mnie na zrobienie EKG. Pomiar ciśnienia tętniczego wyszedł wspaniale, jeśli chodzi o uderzenia serca na minutę to wstrzeliło się w górną granicę normy. Lekarz chyba sam nie wiedział co mi jest i sugerował skierowanie do szpitala, co zupełnie mi się nie uśmiechało. Skończyłam na antybiotyku i innych tabletkach i chociaż nadal dusi mnie "jak psa", wróciłam dziś do Krakowa by rozpocząć walkę w nowym roku akademickim. Martwi mnie to, że czuję się słabo i przez antybiotyk szybko się męczę, a w piątek rano mam aerobik... Sugerowałam delikatnie doktorkowi, żeby "w razie czego" wypisał zwolnienie jeszcze na ten piątek, ale stwierdził, że do piątku jeszcze dużo czasu, a ja mogę jeszcze raz wpaść na badania, a poza tym mogę zawsze UPROSIĆ wykładowcę i wyjaśnić, że jestem osłabiona po antybiotyku. Tutaj musiałam ugryźć się w policzek, żeby nie gruchnąć śmiechem. Tjaa, już widzę jak wykładowca z tej uczelni wyrozumiale kiwa główką niczym piesek na tablicy rozdzielczej w samochodzie... Na wf pójdę i wyleję z siebie siódme poty, ostatnio polubiłam wyzwania. Najwyżej padnę i faktycznie wyląduję w szpitalu. Haha, taki czarny humor. Matko, ten rok pod względem zdrowotnym jest dla mnie wyjątkowo pechowy, o ile dobrze liczę to właśnie jestem na czwartym antybiotyku i wcale mi się to nie podoba.

EDIT:
Skoro już poruszyłam tu problem zdrowia, chciałam się z Wami podzielić linkiem do ciekawej strony, która zawiera mnóstwo przydatnych informacji medycznych: Droga do siebie. Myślę, że dla wielu z Was ta strona okaże się użyteczna :)

No dobrze, przechodzę teraz do bardziej przyjemniejszych rzeczy. Dokładnie w dzień, w którym zaczęłam mieć problemy z gardłem, wybrałam się na zakupy kosmetyczne. Biorąc pod uwagę fakt, że nie tak dawno temu pojawił się post zakupowy, a konkretnie włosowo-zakupowy, kolejny wpis o tej tematyce może podbiegać pod przejaw zakupoholizmu. No ale co tam, wytłumaczenie mam jedno: powrót do Krakowa na nowy rok akademicki wiąże się dla mnie z mieszkaniem na dwa domy ze względu na korepetycje, które daję "u siebie" w weekendy, a w tym roku także praktyki, które będę odbywać w pobliskiej szkole. A że kosmetyków nie będę ze sobą wozić, trzeba zrobić zapasy ;)

niedziela, 20 września 2015

Co nowego i rewolucje w pielęgnacji 2015

Jako że w sierpniu rozpoczęłam małą rewolucję w pielęgnacji, twarzy, włosów i całego ciała, pomyślałam też o zmianie szablonu na blogu. Haha, wcale tak nie było. OK, przyznaję, chciałam trochę pokombinować z nagłówkiem i tłem. Weszłam na jakieś strony z dostępnymi szablonami, pobrałam coś co przypadło mi do gustu, zrobiłam wszystko wg instrukcji i... się trochę pokichało.


czwartek, 10 września 2015

"Włosowe" zakupy kosmetyczne

Jeszcze wczoraj narzekałam na blogowym profilu na Facebooku na brak czasu i chwilowe zaniedbywanie bloga, a dzisiaj już tu piszę :) Dzień co prawda zapowiadał się o wiele bardziej pracowicie, ale jako że odpadły mi korepetycje i mam chwilę wolnego, postanowiłam opisać moje dzisiejsze poranne zakupy. Tak się złożyło, że skończyłam większość kosmetyków. Chciałam też spróbować kilku nowości, nad którymi już od dawna się zastanawiałam. Oraz... trochę poeksperymentować ;)

piątek, 21 sierpnia 2015

ISANA Med | UREA krem na noc

Dawno, dawno temu na blogu pojawił się post pokazujący drobne zakupy z Rossmanna, na których nabyłam m.in. krem na noc z Isany Med. Było to pod koniec lutego, kiedy na nowo przeprowadziłam się do Krakowa po perypetiach mieszkaniowych. Nie ukrywam, że trochę obawiałam się ewentualnych podrażnień, o które naprawdę nie muszę jakoś szczególnie się starać przy mojej wrażliwej skórze. Potrzebowałam jednak czegoś delikatnego na noc, co stanowiłoby dobrą ochronę w nadchodzącym wtedy okresie przejściowym zimowo-wiosennym. Ciekawość też zrobiła swoje ;) 

środa, 19 sierpnia 2015

SERICAL, Crema al Latte | mleczna maska do włosów

Dzień dobry! Temperatura w końcu spadła do odpowiadającego mi poziomu, w związku z czym zabrałam laptop na balkon i piszę dla Was nową recenzję. Znowu recenzja, znowu produkt do włosów. No ale co tam, skoro półka w łazience ugina się od ilości kosmetyków do włosów właśnie, a w roku akademickim, jako że nie mogłam często pisać tutaj, puste opakowania gromadziłam w kartonie w szafie, który teraz stopniowo opróżniam :) Co nowego? Niewiele, czas jakoś zwolnił odkąd K. wrócił do Finlandii. Przez kilka pierwszych dni zupełnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca, później on wpadł w depresyjny nastrój, ale powolutku wychodzimy na prostą. Staram się czymś zająć myśli, skupić na pracy magisterskiej, od kilku dni powtarzam też fiński, bo chcę ruszyć dalej z lekcjami. 
No dobra, do rzeczy. Recenzja. Kto śledzi stronę bloga na Facebooku wie, że ostatnio urządziłam małe SPA dla włosów. Wstyd się przyznać, ale przez jakieś 3 tygodnie nie robiłam z nimi nic specjalnego, więc uznałam, że należy im się jakieś zadośćuczynienie. Sięgnęłam po mleczną maskę do włosów od Serical i tak się złożyło, że tym samym skończyłam całe opakowanie. Uznałam, że był to najwyższy czas by podzielić się opinią o tejże masce.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Joanna Naturia | szampon z miodem i cytryną

Jakiś czas temu, szukając nowego szamponu do oczyszczania włosów, trafiłam na wersję z miodem i cytryną od Joanny. Nie jest to mój pierwszy produkt tej firmy, jednak pierwszy, którego recenzja pojawi się na blogu, co mnie samą dziwi :) Jak sprawdził się u mnie? Zobaczcie!

piątek, 14 sierpnia 2015

Nasze wojaże | Gdańsk

Dzień dobry, dzień dobry! Nadszedł czas na "relację" z naszego wyjazdu do Gdańska, gdzie wyruszyliśmy 29-go lipca z Warszawy, dzień po 20-kilometrowym spacerze po stolicy ;) Podróż Polskim Busem trwała kilka godzin, w związku z czym mieliśmy nadzieję, że nasze nogi odpoczęły. Gdańsk przywitał nas deszczem, więc w biegu wskoczyliśmy do taksówki i pojechaliśmy do hostelu, gdzie po zameldowaniu zostawiliśmy swoje rzeczy i poszliśmy na obiad oraz spacer po mieście. Jak ostatnio wspomniałam, tego dnia mieliśmy wrzucić na luz i nie urządzać długich eskapad, co nawet udało nam się zrealizować. Do czasu... ;)

środa, 12 sierpnia 2015

Nasze pierwsze wspólne wakacje | Kraków i Warszawa

Przedwczoraj mój Skarb, po ponad 3 tygodniach spędzonych w Polsce, wrócił do Finlandii. Rozstaliśmy się w samo południe na lotnisku przy bramkach, gdzie każde ze ściśniętym sercem musiało ruszyć w przeciwnym kierunku. Dzień przed jego wylotem obiecałam sobie, że po powrocie z lotniska rzucę się w wir pracy, jednak cały dzień byłam tak przytłoczona, że większość czasu spędziłam na płakaniu w poduszkę.

niedziela, 26 lipca 2015

Na walizkach

Post pisany troszeczkę w biegu, więc z góry proszę o wyrozumiałość ;) Ci, którzy śledzą bloga i mają dobrą pamięć kojarzą, że od ponad tygodnia (już!) mój Skarb przebywa w Polsce, stąd też ta cisza na blogu, którą teraz na moment przerywam. Wczoraj wróciliśmy z Sandomierza, gdzie spędziliśmy kilka słonecznych dni z moimi rodzicami. Wpadliśmy też na dzień do przepięknego Kazimierza Dolnego. Baterie naładowane, od powrotu zdążyliśmy zrobić szybkie pranie i dzisiaj znowu wybywamy. Tym razem jedziemy już tylko we dwoje i obieramy kierunek: Kraków, Warszawa i Gdańsk. Szczerze mówiąc, mam lekkiego cykora, ale podświadomie wiem, że damy radę zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. Jak można łatwo zauważyć, od początku lipca wrzuciłam na luz i odpoczywam jak tylko mogę. I tak będzie do końca pobytu Skarba w Polsce, na drugą połowę wakacji mam już bardziej ambitne plany ;) A Wam jak mija lato? Jesteście już po czy jeszcze przed wakacyjnymi eskapadami? A może ładujecie baterie w zaciszu domowym? Jakikolwiek sposób byście wybrali, mam nadzieję, że lato niesie Wam dużo radości i satysfakcji!


OK, najwyższy czas się spakować, trzymajcie się ciepło i do następnego!

piątek, 3 lipca 2015

Wakacje!

Drugi dzień lipca. Drugi dzień wakacji. Od wczoraj sprzątam swój pokój. Posegregowałam całą garderobę, połowę ubrań wyrzuciłam do prania, wszyściutko umyłam i odkurzyłam. Dziś w końcu udało mi się też zdecydować co sprezentuję Skarbowi jak przyleci za 2 tygodnie (!, a jeszcze niedawno było pół roku!), zamówiłam i teraz pozostaje mi czekać niecierpliwie na przesyłkę i mieć nadzieję, że niespodzianka przypadnie K. do gustu. 
Tak, przedwczoraj zakończyłam sesję. Zdałam wszystkie egzaminy, i choć w połowie egzaminów złapał mnie tzw. kryzys śródsesyjny i przestało mi zależeć na ocenach, walczyłam dzielnie i moja średnia prezentuje się świetnie :) We wtorek miałam ostatni egzamin i poszłyśmy z dziewczynami (w grupie nie mamy żadnego przedstawiciela brzydszej płci;)) oblać egzaminy, ale długo z nimi nie posiedziałam, bo dzień miałam niesamowicie intensywny, poczynając od porannego stresu egzaminacyjnego, na zakupach i pakowaniu kończąc. Kiedy wróciłam do domu, z ciekawości podliczyłam ilu kilometrowy spacer zafundowałam swoim nogom. 11 km. samej trasy, oprócz tego doszły pewnie ze 2 km nabite na chodzeniu po galerii handlowej. Szał :D A następnego dnia od rana urządziłam sobie maraton sprzątaniowy. Teraz, po dwóch dniach jeszcze do mnie nie dociera, że w perspektywie mam 3 miesiące, może nie słodkiego bimbania, bo pracy dyplomowej nie chcę zostawiać na rok akademicki, ale na pewno będzie to czas niesamowitego luzu mentalnego. Teraz jest wieczór, siedzę na balkonie z ręcznikiem na głowie (przed chwilą umyłam włosy) i czekam aż Skarb weźmie prysznic, żebyśmy mogli zasiąść do wieczornego Skype. Niedługo będzie to czekanie aż Skarb po prysznicu wejdzie do pokoju i będziemy mogli porozmawiać face to face i obejrzeć jakiś film. No, albo przynajmniej spróbować oglądać ;) I w końcu będziemy jak prawie-normalna para. Najlepszych przyjaciół i partnerów. Teraz pozostaje niecierpliwe odliczanie i cieszenie się latem.

czwartek, 25 czerwca 2015

Półmetek magisterki

Sesja na studiach trwa w najlepsze, a ja korzystając z dwóch minut przerwy wpadam tutaj i daję znak życia. Niestety, od początku tego semestru moja aktywność na blogu znacznie spadła, jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - z ośmiu zostały mi już tylko dwa egzaminy, w indeksie przeważają piątki, a od lipca wracam do Was z nowymi wpisami i recenzjami. A trochę produktów do recenzowania się uzbierało przez ostatnie kilka miesięcy ;)
Wracając do tematu studiów... Nie sądziłam, że wyrobię się ze wszystkimi zadaniami, projektami i magisterką. Nie przypuszczałam też, że egzaminy pójdą mi tak dobrze. Patrząc na plan studiów, właśnie drugi semestr był najcięższy ze wszystkich na studiach magisterskich pod względem ilości i zakresu przedmiotów, a co za tym idzie ilości i poziomu trudności egzaminów. Zostały dwie batalie, jedna ciężka, druga trochę mniej, a za nimi perspektywa ostatnich wakacji ever. Haha, brzmi strasznie, ale tak chyba jest, przynajmniej w teorii. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za rok o tej porze będę przygotowywać się do obrony, a później zacznie się tak zwane poważne, dorosłe życie. I do tego punktu moje życie jest mniej-więcej zaplanowane. Co będzie dalej? Czas pokaże. Życie pisze różne scenariusze, a jednym z nich, na tę chwilę najbardziej prawdopodobnym, jest 'uprowadzenie' przez pewnego Fina na daleką północ :) 
Ale, ale... Zanim to nastąpi, muszę skupić się na bardziej przyziemnych sprawach i ogarnianiu teraźniejszości. Tym samym żegnam się na moment, notatki mnie wzywają. Wrócę niebawem z, mam nadzieję, samymi dobrymi wiadomościami! Trzymajcie się ciepło!

sobota, 30 maja 2015

Chwila dla mnie

Znowu z kubkiem parującej kawy w ręce zabieram się za pisanie tutaj. Padam na twarz. Ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie, ale też kilka spraw udało mi się popchnąć do przodu. Wakacje ze Skarbem mamy w większej części zabukowane. A więc Kraków, Warszawa, Gdańsk i kto wie co jeszcze ;) Bilety już kupione, zostało tylko zaklepanie powrotu z Gdańska do Krakowa i dokładniejsze zaplanowanie zwiedzania Gdańska. Ktoś zna jakieś miejscówki godne polecenia? Nie bójcie się pisać, czy tu, czy na maila, zawsze odpowiem i przy tym nie pogryzę ;)
Na uczelni też do przodu. Jestem już po pierwszym egzaminie i pierwsza piątka wpadła mi do indeksu. Nie wiem jak tego dokonałam, bo egzamin z psychologii nie był tak łatwy jak pierwotnie się spodziewaliśmy, było dużo szczegółów, na których z łatwością można było się wyłożyć. Ale dałam radę i życzę sobie tak zdać kolejne 6 egzaminów. Ech, dream on. Wszystkie eseje i projekty też już złożyłam, zostaje mi teraz uczęszczanie na regularne zajęcia, pisanie magisterki (tutaj mam nadzieję wyrobić jeszcze w tym tygodniu chociaż wymagane minimum na zaliczenie) i nauka do dalszych egzaminów. U Skarba też do przodu. Powoli, ale do przodu. Dumna jestem z niego. Chłopak daje radę zarówno z pracą jak i studiami, a ostatnio też zmienił swoje nawyki żywieniowe. Nie było z tym u niego jakoś dramatycznie, ale zawsze wychodzimy z założenia, że nie ma sytuacji, której nie można byłoby ulepszyć. A jeżeli w grę wchodzi zdrowie, to chyba warto zmieniać na lepsze? :) Ch.olernie za nim tęsknię i nie mogę się doczekać lipca. Połowy lipca. Jeszcze 48 dni i niecałe 5 godzin do jego przylotu. Do momentu kiedy będę czekać na lotnisku i zastanawiać się dlaczego to wszystko tak długo trwa. Kiedy w końcu padniemy sobie w ramiona. 48 dni. O rany... To znaczy, że do końca sesji jakaś połowa z tego! A ja jestem w najciemniejszym zakątku najczarniejszej eee... OK, uciekam, książki wzywają! Was zostawiam z przepięknym utworem jeszcze piękniejszej Meli, który przykleił się do mnie i... niech się nie odkleja

Trzymajcie się ciepło i do następnego!

piątek, 22 maja 2015

Yves Rocher, Eclat Radiance, Vinaigre de Rinçage | Płukanka octowa z malin

Płukankę octową z malin kupiłam w przypływie impulsu, przy okazji zakupów kosmetycznych na wyjazd do Skarba, czyli w grudniu zeszłego roku. W Yves Rocher kupuję głównie kosmetyki do ciała, tj. żele pod prysznic, dostępne w fajnych, małych opakowaniach idealnych do walizki, lub wspaniały balsam waniliowy, który uwielbiam ze cudowne działanie i zapach przywołujący masę pozytywnych wspomnień ;) Podczas grudniowych zakupów oprócz żelu pod prysznic w koszyku wylądował także szampon i wspomniana płukanka, "bohaterka" dzisiejszego wpisu.

czwartek, 14 maja 2015

Zakupy w drogeriach Kosmyk i Pigment

Ostatnio o zakupach w drogerii pisałam w lutym. Od tego czasu oczywiście robiłam drobne zakupy kosmetyczne, jednak zwykle ograniczały się one do rzeczy zużywanych "na bieżąco". Było to związane po części z moim planem przemyślanych zakupów, a po części z dosyć sporymi zapasami, które udało mi się zgromadzić szczególnie jeśli chodzi o kosmetyki do włosów. Jako że skończył mi się mój ukochany płyn micelarny z Białego Jelenia, którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ, a kokosowy olejek do włosów Vatika i mleczna maska do włosów Crema al Latte Serical są na wykończeniu, postanowiłam zrobić listę i uzupełnić zapasy. A skoro w drogerii Pigment dzisiaj jest promocja na wspomniany olejek z Vatiki, postanowiłam skorzystać z okazji i oprócz tego "zwiedzić" jeszcze jedną drogerię, o wdzięcznej nazwie Kosmyk, znajdującej się niedaleko Pigmentu. Cóż takiego nabyłam? Zobaczcie :)

piątek, 8 maja 2015

Weekendowy relaks

Kolejny raz bardzo długo nie pisałam, za co kolejny raz muszę obwiniać nawał pracy na studiach. Na szczęście skończyłam już najważniejsze projekty semestralne i mogę w spokoju zacząć przygotowywać się do egzaminów. Możliwe, że już wcześniej o tym wspominałam, ale ten semestr naprawdę ucieka mi jak piasek przez palce. Gdyby nie te wszystkie terminy, nie mogłabym uwierzyć, że pierwszy tydzień maja już za nami! Trwają właśnie Juwenalia, a ja tradycyjnie pojechałam do domu naładować baterie. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy mogę usiąść z kawą na balkonie, posłuchać świergotu ptaków na tle warczących kosiarek i pisać na blogu. Pogoda jest wspaniała i takiej właśnie sobie życzę kiedy Skarb przyleci w lipcu do Polski :) Dwa miesiące! Pamiętam jak to było pół roku... Jednak jakiś pożytek z szybko uciekającego czasu jest ;)
Patrzę na widoki rozpościerające się przede mną i czuję się winna, że w ostatnich latach było tak mało momentów napawania się tą zielenią drzew, niebieskim niebem i śpiewem ptaków. Ciągle gdzieś goniłam, a to studia, a to korki, a siedzenia na balkonie unikałam, bo miałam poczucie tracenia czasu. I to był właśnie błąd, każdy czasem potrzebuje poleniuchować, posiedzieć i po prostu nic nie robić. Zwolnić. Zobaczyć zmiany wokół siebie i je docenić. To wszystko pomaga, przynajmniej mi, w nabraniu dystansu do wszechogarniającego wyścigu szczurów.
Uciekam już. Na obiad. Po południu wrócę na balkon z książką do psychologii. Jest to jedyny przedmiot, z którego egzamin piszemy już w maju, więc czasu mam coraz mniej!
O ironio, a na początku napisałam, że projekty skończone, więc czasu jest więcej... No ale, na naukę w końcu! ;)
Ostatnia rzecz, o której chcę wspomnieć to zaproszenie. Postanowiłam iść z duchem czasu i założyłam profil na Facebook'u i Instagramie. Możecie się tam dostać klikając w hiperłącza w poprzednim zdaniu lub na ikonki społecznościowe znajdujące się po prawej stronie, tuż pod nagłówkiem bloga. Oczywiście zachęcam do odwiedzin :)
Teraz już naprawdę uciekam, niebawem powinnam tu wrócić z nową recenzją. Trzymajcie się ciepło i korzystajcie z pięknej pogody!

piątek, 3 kwietnia 2015

Colgate Max White One | płyn do płukania ust

Z braku czasu dawno nie pojawiła się u mnie recenzja, więc dziś, z okazji Świąt, postanowiłam to nadrobić. Zwykle koncentrowałam się na recenzjach kosmetyków do twarzy lub włosów, tym razem będzie to coś innego, jednak w dalszym ciągu powiązane z kwestią zdrowia i urody ;) Jako że w roku akademickim piję duże ilości kawy i herbaty, profilaktycznie postanowiłam przypilnować żeby te "energodajne" napoje nie zmieniły przy okazji koloru zębów. Po przeczytaniu wielu opinii, zdecydowałam się na płyn Colgate Max White One. Jak się sprawdził?

czwartek, 26 marca 2015

Wiosenne porządki w życiu i kilka słów o związku na odległość z obcokrajowcem

Uff! Piszę na szybko, bo znowu wszystko mnie goni, ale po prostu muszę na moment odsapnąć i przestać ślęczeć w książkach. Ostatni tydzień przyniósł wiele zmian, głównie pozytywnych, co bardzo mnie cieszy. Wysypka wspomniana w poprzednim poście odeszła już w zapomnienie, zgodnie z ostrzeżeniem pani doktor, zostały tylko drobne blizny, które za jakiś czas powinny całkiem zniknąć. Zrobiłam też badania okulistyczne i po kilku latach przerzuciłam się z soczewek kontaktowych na okulary. Coś czuję, że to była bardzo dobra decyzja i oczy są mi wdzięczne ;) Na studiach "załatwiłam" też kilka prezentacji i mam nadzieję, że przez jakiś czas będę mogła w spokoju skupić się na masie innych rzeczy do zrobienia na zaliczenia. Co więcej, wszystkie propozycje tematów na projekty zostały zaakceptowane i mogę brać się do pracy. Czas biegnie jak szalony, zieleń trawy powoli robi się coraz bardziej soczysta, ptaki głośniej świergolą, a niebo jakieś bardziej niebieskie i czystsze, w ogóle szał :)
Z głośników Ed Sheeran prosi, żeby pocałować go pod blaskiem tysiąca gwiazd, a ja się cieszę jak szalona. No w sumie mam swoje powody, wiosna powoli pojawia się na horyzoncie i z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej lata, a w lecie przyleci mój Skarb :) Brak mi słów by wyrazić tą radość i podekscytowanie na jego przyjazd :) Wiele osób mogłoby zarzucić, że co to za związek, widujemy się rzadko, nawet poznać się dobrze nie możemy. Bzdura! Uważam, że związki na odległość mają to do siebie, że owszem, może nie da się randkować kilka razy w tygodniu, ale z drugiej strony - co takie wychodzenie na parę godzin da? Z K., mimo odległości, jesteśmy w stałym kontakcie, w ciągu dnia na WhatsApp, a wieczorem na Skype, a kiedy raz na jakiś czas zdarzy się, że któreś nie da rady wieczorem być na Skype, zostaje WhatsApp. Zawsze, bez wyjątku. K. pisze do mnie nawet kiedy jest na piwie z przyjaciółmi albo na koncercie, tak jak było w miniony czwartek :) Oboje wiemy kiedy druga osoba się budzi, co robi, jak się czuje, gdzie jest, kiedy idzie spać, a często nawet co je i jak jest ubrana. Będąc na odległość dużą rolę odgrywa rozmowa, szczera rozmowa. I właśnie dlatego tak dobrze można poznać drugą osobę. Nic nie rozprasza, ludzie skupiają się na tym co czują i co chcą powiedzieć. Tak to wygląda przynajmniej u nas. A kiedy już się spotykamy, może ze względów logistycznych jest to raz na jakiś czas, ale za każdym razem jesteśmy ze sobą minimum tydzień i spędzamy razem 24godz/dobę. I każdego dnia jesteśmy sobie coraz bliżsi :)

Kończę czymś z zupełnie innej beczki - ostatnio głośno było o zaćmieniu słońca. Szczęśliwie miałam okazję tego dnia skończyć zajęcia wcześniej i poobserwować niesamowite zjawisko. Akurat wracałam wtedy z zajęć i postanowiłam je "uwiecznić". Jako że pod ręką miałam tylko telefon, "uwieczniło się" epickie zdjęcie:
Zdjęcie robiłam "na czuja", bo nie miałam żadnej ochrony na oczy, w związku z czym nie chciałam patrzeć bezpośrednio na słońce. Efekt końcowy mnie rozbawił, ale musicie przyznać, że jest w nim coś kosmicznego :D
Ja już uciekam, projekty mnie gonią ;) Trzymajcie się!

niedziela, 15 marca 2015

Studenckie życie

To już powoli staje się moim nawykiem, że kiedy wracam do Krakowa kupuję mleko czekoladowe w kartoniku, przychodzę do mieszkania i sączę je sobie przez słomkę. To chyba w ramach ekspresowego relaksu zamiast popołudniowego kubka kawy.
Jestem, żyję, ale ledwo.
Zaczyna się dopiero czwarty tydzień nowego semestru, a ja już niemal zamieszkałam w instytutowej bibliotece. Prezentacji i projektów od cholery, że tak powiem. Prace zaliczeniowe na historię USA i historię Wysp Brytyjskich miażdżą, a do tego dochodzi superbzdurny projekt na dydaktykę, gdzie mamy nagrać filmiki edukacyjne. Serio? Ja się naprawdę napaliłam, że ktoś mi wyjaśni jak uczyć na III i IV poziomie edukacyjnym, a tu się okazuje, że trzeba biegać z kamerą po mieście. Cała nadzieja w wykładach, które o dziwo wydają się sensowne. Tak to jest jak trafi się na prowadzącego ćwiczenia ze stosunkowo niewymagającego przedmiotu, który (prowadzący, nie przedmiot) jest nerdem i wszystko potrafi sprowadzić do pracy z komputerem. OK, może sama idea wydaje się cool i zabawna, ale wierzcie mi, przestaje taka być kiedy nad głową wiszą jeszcze terminy dziesięciu innych prezentacji, zadań domowych i projektów zaliczeniowych. Wspominałam już o pisaniu pracy magisterskiej?
Wszystkie stresy związane ze studiami sprawiły, że w ostatnim czasie podupadłam na zdrowiu. I nie chodzi mi tu o marne przeziębienie spowodowane spadkiem odporności i wahaniami pogodowymi. Nie, mnie nie trzymają się takie drobne choroby, jak się rozkładam to już konkretnie. Dopadło mnie coś bardzo podobnego do półpaśca, w rezultacie od tygodnia jestem na dwóch rodzajach tabletek i maści. Na szczęście wysypka ładnie się goi i blednie. A mnie już nic nie boli. Zbyt komfortowe to nie było, ale zrobiłam sobie przy okazji morfologię i wyniki wyszły podręcznikowo, więc źle ze mną nie jest. Jutro czeka mnie jeszcze badanie wzroku, jak już biegam po lekarzach, to po wszystkich, a co! ;) Uciekam już do książek i notatek, w tym tygodniu czeka mnie jedna duża prezentacja, za tydzień kolejna, a później trzeba już będzie ostro ruszyć ze wspomnianymi projektami. Z projektem na jeden przedmiot dostałam już zielone światło, teraz czekam na akceptację proponowanego tematu na drugi projekt, więc wszelkie wsparcie duchowe mile widziane ;)
Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia (mam nadzieję) już niebawem!

niedziela, 1 marca 2015

Weekendowo, rocznicowo, niespodziankowo

Jak za starych dobrych czasów, w piątek spakowałam plecak i wyruszyłam do domu. Pierwszy tydzień zajęć był... dziwny. Dużo się dzieje, a ja jakoś nie mogę złapać rytmu uczelnianego. Nowy semestr, nowe przedmioty, wykładowcy, wymagania, które niektórzy chyba wzięli z kosmosu - ze wszystkim od nowa trzeba się oswoić, a na dodatek dochodzi nowe mieszkanie, do czego też muszę się przyzwyczaić. Jedyny constans to mój Skarb i rodzina. 
Przy okazji zajęć zdałam sobie sprawę, że jak najszybciej muszę zbadać wzrok, co mam nadzieję uda mi się dopiąć w tym tygodniu. Możliwe, że dam oczom odpocząć od soczewek kontaktowych, które noszę od 6ciu lat i przerzucę się na okulary. Mam tylko nadzieję, że wada wzroku nie pogłębiła się drastycznie od ostatniego badania.
Weekend, jak to weekend, minął mi błyskawicznie i teraz już jestem w Krakowie. Właśnie wróciłam z drobnych zakupów spożywczych, sączę sobie mleko czekoladowe i słucham jak sąsiedzi na górze odkurzają. Heh, a dokładnie tydzień temu zastanawiałyśmy się ze współlokatorką czy wypada nam wynieść śmieci, tym samym łamiąc zasadę święcenia dnia Świętego ;)

Wczoraj rano dostałam telefon z firmy kurierskiej z pytaniem w jakich godzinach jestem w domu, bo chcieliby dostarczyć przesyłkę. Już miałam mówić, że niczego nie zamawiałam, ale nagle mnie oświeciło: dom, rocznica, kurier-niespodzianka - od razu skojarzyłam, że za tym musi stać nie kto inny niż mój Skarb. Kilka godzin później na progu czekał posłaniec z bukietem kwiatów i kartką. Cholera, a mówił, że w tym roku nic nie wysyłał na naszą rocznicę, bo nie znał adresu nowego mieszkania ani mojego nowego harmonogramu zajęć, a sama znałam zasadę Skarba, że jeżeli jakieś święto jest w dany dzień, to w ten dzień przesyłka ma być dostarczona. No i uwierzyłam, że nic nie kombinował :) Ech, mężczyźni...
Wiem, że żyjemy tymczasowo w związku na odległość i nie możemy spędzać czasu razem, jak "normalne" pary i iść do kina albo na kolację, po prostu spędzić Nasze Święto razem. I właśnie takie rzeczy pozwalają mi poczuć się tak, jakby On był blisko, na wyciągnięcie ręki, a nie oddalony o parę tysięcy kilometrów. Ja dla Skarba przygotowałam album ze zdjęciami z naszych wszystkich wspólnych wycieczek. Przez jakieś 4 godziny wkleiłam ok. 120 zdjęć, wspominając czas spędzony razem. Album jest duży, celowo taki kupiłam, żeby było miejsce na ciąg dalszy :) Kiedy się spotkamy, razem zrobimy podpisy i komentarze do tych zdjęć, które już się w nim znajdują. Na pomysł takiego prezentu wpadłam już w lecie minionego roku, kiedy Skarb zaczął marudzić, że powoli zaczyna się gubić co gdzie i kiedy robiliśmy. Voilà - teraz już mamy swoją małą "kronikę". Ach, zapomniałam dodać, że do albumu wkleiłam też zachowane bilety z różnych miejsc, a nawet karty pokładowe z samolotów :D Ciekawie będzie tworzyć go dalej i wrócić do niego za 5, 10 lat :)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Eveline Cosmetics | Peeling Slim Extreme 3D

Wiem, wiem ostatnio obiecałam, że nowa recenzja pojawi się jeszcze w weekend. Niestety, zawirowania związane z przeprowadzką trochę uniemożliwiły mi zrealizowanie tego planu. Jakoś podświadomie denerwowałam się zmianą miejsca zamieszkania, w nocy kiepsko spałam, więc kiedy w niedzielne popołudnie przyjechałam do nowego mieszkania, zdążyłam posprzątać pokój, ułożyć wszystkie swoje rzeczy, pobiec do centrum handlowego odebrać zamówione słuchawki, żeby móc spokojnie porozmawiać ze Skarbem na Skype, a w drodze powrotnej zrobić małe zakupy spożywcze. Kiedy wpadłam do mieszkania padałam już na twarz, a nie chciałam pisać postu "na odczep się".
Pokoik mam malutki, ale co dla mnie najważniejsze, jest czysto, w dobrej lokalizacji i cenie, towarzystwo także zapowiada się całkiem w porządku, więc te ostatnie semestry studiów powinnam przetrwać. Póki co oswajam się z tym wszystkim, czuję się jeszcze trochę obco, ale myśl o nadchodzącym semestrze i zerwaniu z codziennymi dojazdami poprawia mi nastrój.
A teraz do rzeczy - recenzja. Dzisiaj chcę podzielić się z Wami opinią o produkcie, który kupiłam przypadkiem, nie czytając wcześniej żadnych recenzji. Jest to peeling - masaż pod prysznic Eveline o wdzięcznej nazwie Slim Extreme 3D. 

piątek, 20 lutego 2015

Rossmann, przeprowadzka i ładowanie baterii

Dziś piątek, ostatni "oficjalny" dzień mojej przerwy międzysemestralnej, od poniedziałku zaczynam zajęcia. Miałam jeszcze do końca lutego dojeżdżać na uczelnię, ale kiedy wczoraj opublikowano harmonogram zajęć wyszło na to, że w poniedziałek musiałabym jechać do Krakowa na 8. rano i dojechać jeszcze do budynku głównego (nie do "mojego" Instytutu"), więc bus o 6:50 odpadał. Do tego po wykładzie o 8:00 mam przerwę do... 19:15, więc albo musiałabym wrócić do domu i za kilka godzin jechać znowu do miasta smoka, albo iść na długi, długi shopping i zasnąć na wieczornym wykładzie (bo przecież żeby zdążyć rano, musiałabym wstać ok. 5:00). Tym sposobem do mieszkania przeprowadzam się już pojutrze. Z jednej strony boję się, bo psychicznie jednak nastawiłam się na pakowanie w przyszły weekend, a tu już teraz muszę wyciągać walizę i ją wypełnić. Muszę pisać jak bardzo nie chce mi się tego robić? ;) 
A tak z innej beczki, wczoraj byłam w Krakowie odebrać zamówiony ostatni - fundamentalny - element mojego prezentu dla Skarba, który wczoraj tworzyłam kilka godzin, dziś rano kończyłam, spakowałam i wysłałam. Teraz pozostaje śledzenie przesyłki ;) Przy okazji buszowania po Krakowie, wpadłam do Rossmanna i kupiłam krem Isana Urea oraz róż Maybelline. Jeżeli uważnie śledzicie mój blog, wiecie, że walczę ze swoją (nad)wrażliwą cerą. Mam swoje sprawdzone kremy i maści od dermatologa, które ratują moją twarz w sytuacjach kryzysowych (dosłownie), ale co jakiś czas (bo wiadomo, że przy cerze wrażliwej nie mogę kombinować i zmieniać kremów za często) staram się testować krem, którego skład wydaje mi się bezpieczny dla mojej cery. Wczoraj na noc zaaplikowałam krem z Isany po raz pierwszy, minimalnie zapiekło, ale jako że nie zauważyłam mega podrażnienia, a pieczenie po kilku sekundach ustąpiło, nie zmyłam go. Rano twarz wyglądała zaskakująco ładnie (może za wyjątkiem szczególnie wrażliwej brody, która zawsze jest przesuszona po nocy), więc póki co nie muszę myśleć nad innym zastosowaniem kremu ;) 
W sumie jestem zadowolona z tych dwóch tygodni wolnego, przeczytałam kilka książek, odwiedziłam rodzinkę, powtórzyłam trochę z fińskiego, kilka razy byłam na udanych zakupach, nadrobiłam zaległości blogowe, uporałam się z wspomnianym prezentem na naszą rocznicę, a przede wszystkim podładowałam trochę baterię i jestem pełna zapału na nowy semestr. Chciałam przeznaczyć tę przerwę głównie na relaks i myślę, że mi się udało. Nadchodzący semestr nie zapowiada się lżej niż poprzedni, wręcz przeciwnie, więc warto było odpocząć przed zbliżającą się "orką na ugorze" ;D Tym jakże optymistycznym akcentem kończę ten post i biegnę zrobić coś konstruktywnego. Jeszcze przed poniedziałkiem wrócę z jakąś recenzją, więc stay tuned! ;)

niedziela, 15 lutego 2015

piątek, 13 lutego 2015

Piątkowe zakupy w hebe i Rossmannie

Odwiedziłam dziś Miłe Panie z Dziekanatu, żeby oddać im posesyjnie indeks. W Krakowie pogoda iście wiosenna, więc zdecydowałam zrobić sobie "mały" spacerek z Instytutu do budynku głównego uczelni, a potem do Księgarni Naukowej, przez rynek do hebe na Floriańskiej, kończąc w Rossmannie, w Galerii Krakowskiej. Łącznie chyba jakieś ok. 6 km. Głównie chodziło o to, żeby złapać słońce i nacieszyć się trochę świeżym, krakowskim powietrzem (:D) W Księgarni Naukowej, oprócz przejrzenia kilkunastu pozycji, nabyłam w końcu kalendarz na 2015 rok. Ferie feriami, ale trzeba będzie ogarnąć terminy w nowym semestrze ;) W hebe kupiłam odżywkę do paznokci Eveline, bo ostatnio bardzo zaczęły się łamać. Wiem, wiem, naczytałam się sporo zupełnie skrajnych opinii o odżywkach Eveline, wychodzi na to, że albo sieją spustoszenie, albo sprawdzają się naprawdę dobrze. Jak będzie u mnie, zobaczymy. Nigdy jeszcze nie stosowałam żadnych odżywek do paznokci, więc będę uważnie obserwować jak działa. Kupiłam też odżywkę do włosów z Nivea, na której przetestowanie już od długiego czasu miałam ochotę, ale zawsze jakoś kończyłam z innym produktem. Jak możecie się domyślać, z Rossmanna wyszłam z żelem Facelle i bawełnianymi rękawiczkami. Zdecydowałam się na bawełniane rękawiczki, bo już najwyższy czas zacząć dbać o dłonie, a Facelle, bo jest to genialny, wielofunkcyjny żel, którego używam głównie do mycia włosów i który bardzo sobie chwalę. Jedyna różnica jest taka, że do tej pory poznałam wersję różowej, Sensitive i niebieską, Fresh. Tym razem postawiłam na Aloes i bardzo jestem go ciekawa :)

A Wy, znacie te produkty, lubicie? Macie sprawdzone sposoby na pielęgnację dłoni i paznokci?

czwartek, 12 lutego 2015

New day, new beginning


Po wielu trudach i znojach związanych z poszukiwaniem nowego lokum, w końcu udało mi się zaklepać małą, ale zawsze - jedyneczkę niedaleko Instytutu. Krakowie, nowy semestrze - przybywam! Śmierdzące, zdezelowane busy i równie śmierdzący (niektórzy) pasażerowie tychże busów - żegnajcie! Boże, co za ulga! Przez pierwszy tydzień nowego semestru jeszcze przemęczę się z dojazdami, ale od marca znowu będę pomieszkiwać w Grodzie Kraka, wreszcie nareszcie. Dosyć już nawdychałam się benzyny czy też innego paliwa, dosyć już się wytrzęsłam, wyczekałam, zerwałam nocy i wydenerwowałam, dosyć! 
Zostały mi trzy ostatnie semestry studiów. Byle tylko wytrzymać, byle przeżyć i wyjść z tego wszystkiego z tarczą. A później niech się dzieje co chce, mam nadzieję, że w końcu zacznę żyć i oddychać pełną piersią, tak jak lubię, wg tych wartości, które wyznaję, nieważne czy komuś się to podoba, czy też nie. Dlaczego czyjeś szczęście jest tak trudne do zaakceptowania przez innych? Dlaczego dążenie do bycia szczęśliwym i samorealizacja, przy czym nie wyrządza się nikomu krzywdy, dla niektórych jest tak ciężkie do zrozumienia? Po co manipulować i rzucać komuś kłody pod nogi, jednocześnie twierdząc, że się kocha i zna się lepiej, podczas gdy wiadomo, że osoba zupełnie nie orientuje się w temacie? Po co? Jedno wiem na pewno: są rzeczy, których nigdy w życiu nie będę w stanie zrozumieć. I których nawet nie chcę zrozumieć.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Alterra - nawilżająca odżywka do włosów bio-owoc granatu & bio-aloes

Dzisiaj oficjalnie rozpoczynam przerwę międzysemestralną. Muszę przyznać, że trochę dziwnie było się obudzić z myślą, że właściwie cały dzień (TYdzień) mogę się lenić ;) Jako że nie jestem przyzwyczajona do nicnierobienia, już w weekend sporządziłam listę to-do, z której zamierzam konsekwentnie odhaczać poszczególne punkty. Jakoś lepiej się czuję kiedy wcześniej coś sobie zaplanuję. Wczoraj udało mi się zamówić kilka rzeczy potrzebnych do rocznicowej niespodzianki, o której wspomniałam w poprzednim poście. W dalszym ciągu nie zamierzam zdradzić tu więcej szczegółów ;) Mam tylko nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli i efekt końcowy będzie zgodny z oczekiwaniami. Ewentualnie lepszy ;) Zamówiłam też nowe etui do telefonu - zwykle po dwóch latach użytkowania dany model zaczyna mnie nudzić, w związku z czym zaczynam rozglądać się za nowym telefonem. Tym razem planuję zrobić mały trik i  kiedy mój samsung zaczyna mnie nudzić zmieniam w nim wszystko co możliwe: tapetę, dźwięki, czcionkę, nawet instaluję nowe aplikacje i zmieniam ustawienia wiadomości, a także etui. Jak na razie sposób działa, a portfel nie cierpi ;) 
Ale do rzeczy! Dzisiaj postanowiłam napisać recenzję odżywki do włosów z Alterry. O genialnej masce nawilżającej do włosów wspominałam TUTAJ, a czy odżywka sprawdziła się u mnie równie dobrze?

niedziela, 8 lutego 2015

Posesja

Bardzo długo tu nie pisałam, ale wracam do Was z porcją dobrych wiadomości. Przetrwałam ciężką sesję egzaminacyjną na uczelni i teraz czekają mnie całe 2 tygodnie słodkiego nicnierobienia. Ostatnie tygodnie były naprawdę intensywne; prezentacje, projekty, zaliczenia i wspomniane już egzaminy. Do tego doszło mi myślenie nad prezentem idealnym dla Skarba na naszą drugą rocznicę, którą będziemy obchodzić końcem lutego. Pomysł jest, pozostaje mi tylko zebranie odpowiednich materiałów i realizacja. Nic więcej nie zdradzę, na wypadek gdyby Skarbowi przyszło do głowy wpaść tutaj i poprosić Wujka Google o przetłumaczenie :D Jedyne co mogę powiedzieć to to, że postaram się go w tym roku pozytywnie zaskoczyć ;)
Padam na twarz po ostatnich stresach. Dzisiaj jeszcze wypadł mi wyjazd do Krakowa, wpisy i wyniki z ostatniego egzaminu. Jeszcze jeden wpis i indeks będzie gotowy do oddania do dziekanatu. Mam trochę planów na ten czas wolny, zarówno związanych z uczelnią, jak i blogiem. Z pewnością moja aktywność tutaj będzie wzmożona przez najbliższe 2 tygodnie i pojawią się nowe recenzje i posty. No i oprócz tego pozostaje jeszcze jedna istotna kwestia: mieszkanie. Myślę, że od końca listopada nawdychałam się wystarczającej ilości paliwa, a mój tyłek został porządnie wytrzepany na polskich drogach. Serio, nie raz przychodziłam na uczelnię i było mi naprawdę niedobrze, a ból głowy był nie do zniesienia. Naprawdę bałam się o tą sesję, przerażała mnie ilość czasu marnowanego w busie, nie wspominając już o energii traconej na dojazdach, ale podsumowując, bardzo ładnie sobie poradziłam. W kwestii mieszkaniowej, mam coś fajnego na oku, co też postaram się dopiąć w nadchodzącym tygodniu i wtedy napiszę więcej ;) Już tak mam, że wolę być ostrożna i niczego nie zapeszać...
Na koniec piosenka, której słuchałam nałogowo podczas tej sesji - wręcz motto moich ostatnich tygodni. Pomaga. Sic.

piątek, 16 stycznia 2015

Garnier Ultra Doux: odżywka z awokado i masłem karité

Dzisiaj przyszedł czas na recenzję o odżywce pielęgnacyjnej z olejkiem z awokado i masłem karité do włosów suchych i zniszczonych. Odżywka firmy Garnier, której szampony niekoniecznie sprawdziły się u mnie (przynajmniej tak było kilka lat temu), za to odżywki baardzo mnie zaskoczyły. Dlaczego?

niedziela, 11 stycznia 2015

Fińskie wspomnienia

Tydzień temu wróciłam do Polski, a czuję się jakby to było wieku temu. Zanim jednak szara rzeczywistość całkowicie porwie mnie w swoje oślizgłe macki, podzielę się tu częścią wspomnień z zimowego pobytu w tej (podobno) ciemnej i zimnej krainie.
Podróż z mojej podkrakowskiej miejscowości do miasta rodzinnego mojego Skarba, choć długa i męcząca, to dokładnie zaplanowana wydawała się perfekcyjnie przygotowaną wyprawą. Niestety, planując podróż nie jestem w stanie przewidzieć absolutnie wszystkich niespodzianek czyhających na mnie w najmniej spodziewanych miejscach. Bo jak już wielokrotnie przekonałam się na własnej skórze, nawet jeżeli wszystko dopracuję w najdrobniejszych szczegółach, moje życiowe "szczęście" zawsze zaserwuje mi deser pełen wrażeń, niekoniecznie pozytywnych. Tak też było i tym razem. Pobudka o 4:00, wrzucenie ostatnich rzeczy do walizki, sprawdzenie wszystkiego i wyjazd do Krakowa z tatą poszły gładko. Szybko znaleźliśmy dworzec autobusowy i właściwe miejsce, na którym miał się stawić autobus. 10 min przed przyjazdem Polskiego Busa wybrałam się na "małe siku". I tu zaczyna się przygoda. Trzeba było zobaczyć moją minę, kiedy w toalecie zorientowałam się, że zamek w mojej kurtce jest totalnie rozjechany i w żaden sposób nie mogę go zapiąć! Teraz się śmieję, ale wierzcie mi, w pierwszym odruchu nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Nie było czasu na nic, trzeba było jechać do Finlandii w środku zimy z zepsutym zamkiem w kurtce. Zdołowana dojechałam do Warszawy, gdzie musiałam zacisnąć zęby (i zatrzaski w kurtce chroniące nieszczęsny zamek), wziąć walizę i dostać się na lotnisko. Wszystko łącznie z dojazdem do stolicy poszło błyskawicznie i już w południe byłam na Okęciu. Tym sposobem zdążyłabym na lot do Helsinek o 13:05, ale w październiku, kiedy kupowałam bilety, nawet nie śmiałabym przypuszczać, że tak szybko zdołam dotrzeć na miejsce..? Mój lot był o 18:50, więc musiałam uzbroić się w cierpliwość i czekać. Czas upłynął nawet szybko dzięki rozmowom z rodziną i ze Skarbem, który od razu zarządził, że następnego dnia pojedziemy na zakupy po nową kurtkę. Nie muszę chyba mówić, że z tym rozwalonym zamkiem czułam się jak ostatnia niedojda? Na szczęście Skarb wiedział co zrobić, żebym poczuła się lepiej :)
Lot minął spokojnie, choć dłużył się niemiłosiernie, zupełnie jak za pierwszym razem kiedy leciałam do K. Na lotnisku czekał na mnie Skarb z rodzicami, co było bardzo miłe z ich strony, że chcieli i przyjechali razem, mimo że było późno, a droga długa i niebezpieczna. Zawsze uwielbiam ten moment, kiedy widzimy się pierwszy raz po kilku miesiącach, zawsze ogarnia mnie to ciepło jak wtedy kiedy pierwszy raz przyleciał do Polski i zobaczyliśmy się na lotnisku :) Był późny wieczór kiedy dotarliśmy do domu, więc zdążyliśmy tylko trochę porozmawiać z rodzicami, nacieszyć się sobą, wziąć prysznic i iść spać. To był dzień pełen wrażeń, dla nas szczególnie ważny, bo właśnie wtedy minęło 5 lat od pamiętnego dnia, kiedy Skarb postanowił do mnie napisać :) 
Pierwszego dnia, tj. w sobotę, zgodnie z obietnicą pojechaliśmy na zakupy i udało nam się kupić świetną kurtkę. Teraz już mogliśmy bez problemu cieszyć się urokami fińskiej zimy, zwiedzać i chodzić na spacery.
 Na przykład z miniaturowym niedźwiedziem ;)
W niedzielę wybraliśmy się z mamą K. do Helsinek. Pojechaliśmy do największego fińskiego zoo, znajdującego się na wyspie Korkeasaari. Miejsce świetne, wyglądające jak ogród (albo raczej park) zoologiczny z prawdziwego zdarzenia. Nie ma czegoś takiego, że klatki biegną jedna za drugą, odgrodzone wąskimi alejkami. Atmosfera sprzyja zwiedzaniu i obserwowaniu zwierząt i z przyjemnością jeszcze kiedyś odwiedzimy to miejsce, najlepiej latem. Po opuszczeniu wyspy poszliśmy na szybki obiad i zwiedzanie miasta. Było wspaniale, temperatura -10, padający śnieg, i świąteczne dekoracje sprawiły, że miasto wyglądało naprawdę bajkowo :) 
W końcu zobaczyłam katedrę luterańską, tak długo podziwianą przeze mnie na zdjęciach. Zdziwiło mnie jak ogromny jest ten budynek, spodziewałam się czegoś dużo mniejszego. Co ciekawe, mimo swojej majestatyczności, w pewien sposób nadal pozostaje skromny.

Na powyższym zdjęciu widać jak potężne są same kolumny. To zabawne, ale kiedy miałam jakieś 13-14 lat obiecałam sobie, że w ciągu najbliższych 20 lat dotknę wszystkich kolumn helsińskiego Tuomiokirkko. Takie małe, dziecięce marzenie, o którym ze śmiechem wspomniałam K. i jego mamie, na co oni z pełną powagą stwierdzili "Na co czekasz? Wskakuj na schody i dotknij jednej symbolicznie!". Ot, i stało się :) Dowód na to, że nawet tych pozornie błahych, dziecięcych marzeń nie wolno lekceważyć, bo nigdy nie wiadomo co szykuje dla nas los :)
W poniedziałek stwierdziliśmy, że pora wracać do Tampere, w środę Skarb musiał iść do pracy na kilka godzin, a nie chcieliśmy wracać do mieszkania w ostatniej chwili. Zdecydowaliśmy, że jeden luźny dzień przed Sylwestrem dobrze nam zrobi. Rano pojechaliśmy do miejscowości Iittala, która słynie z produkcji fińskiej ceramiki. Odwiedziliśmy kilka sklepów z zachwycającymi wyrobami, zrobiliśmy drobne zakupy, zjedliśmy obiad na mieście i powoli musieliśmy się pakować przed wieczornym wyjazdem do Tampere.
Tutaj na Skarba czekał jeszcze jeden drobny prezent-niespodzianka. Jako że uwielbia dżemy Łowicz i zawsze jemy je w Polsce, postanowiłam przywieźć mu trochę mojego kraju na Święta. Nie pisnęłam mu jednak o tym ani słowa, tylko kiedy przyjechaliśmy do Tampere i Skarb zniknął na chwilkę w łazience, ułożyłam słoiki na półce w lodówce. Tak się złożyło, że akurat wróciliśmy z zakupów i kiedy je rozpakowywaliśmy, poprosiłam go żeby układał wszystko w lodówce. Bałam się, że nie zauważy, ale niepotrzebnie - jak tylko otworzył lodówkę aż zapiszczał z radości :D Serio, stosunek mężczyzn do jedzenia jest zadziwiający :D Zaraz musiał zrobić zdjęcie i posłać mamie, bo okazało się, że chwalił polskie produkty przed rodzicami :D
Kolejne dni upłynęły nam spokojnie, wspólnie gotowaliśmy, spacerowaliśmy i cieszyliśmy się sobą ile mogliśmy. Ani się obejrzeliśmy, a rok 2014 dobiegł końca. Sylwester był wyjątkowy nie tylko ze względu na wydarzenia, ale też kulturę kraju. Praktycznie dzień nie różni się niczym od normalnego dnia roboczego, wszystko jednak się zmienia ok. 18, kiedy dozwolone jest puszczanie fajerwerków - ludzie wychodzą całymi rodzinami na boiska i inne otwarte przestrzenie, palą zimne ognie i puszczają fajerwerki. Szczególnie korzystają na tym rodziny z dziećmi, które do północy nie wytrzymują, a koniecznie chcą zobaczyć sztuczne ognie. Skarb chciał kupić fajerwerki, ale głupia mu nie pozwoliłam, bo bałam się, że coś mu się stanie przy odpalaniu (tak, wiem, czasami jestem nadopiekuńcza), ale postawiliśmy na kompromis i zaopatrzyliśmy się w zimne ognie. Wieczorem poszliśmy z nimi na spacer po okolicy, dotarliśmy do pobliskiego boiska gdzie było już parę rodzin i ze śmiechem stwierdziliśmy, że dwulatki biegają z takimi samymi zimnymi ogniami :D No cóż, na upragnione fajerwerki będzie musiał poczekać do przyszłego roku ;) Po 22. pojechaliśmy do centrum miasta. W tym roku Tampere było głównym organizatorem pokazu sztucznych ogni i imprez w kraju. Na miejsce dotarliśmy z godzinnym zapasem czasu, więc zdecydowaliśmy pochodzić po okolicy, żeby za bardzo nie zmarznąć.
O północy rozpoczął się główny pokaz i to naprawdę było COŚ. Poniżej wrzucam filmik znaleziony na youtube:
Polecam oglądać w HD na pełnym ekranie ;)
Po fajerwerkach ruszyliśmy na miasto i w tłumie wpadliśmy na przyjaciół K, z którymi poszliśmy potem do baru. Na rynku jeszcze zdążyliśmy wypić wino musujące, które chcąc szybko zmrozić włożyli wcześniej do zamrażalnika, przez co piana była dobrze... zamrożona :D Ogólnie towarzystwo było w szampańskim nastroju i naprawdę z szerokim uśmiechem na twarzy wspominam tamto spotkanie :D Do mieszkania wróciliśmy między 2 a 3, wzięliśmy szybki prysznic i padliśmy.
Następnego dnia poszliśmy na miasto. W końcu udało nam się wejść do kościoła Aleksandra, który do tej pory mogliśmy podziwiać tylko z zewnątrz. Takie już mamy szczęście do kościołów ;)

Po wizycie w kościele zrobiliśmy samochodem rundkę po mieście, wstąpiliśmy na wieżę widokową Pyynikki, z której rozciągał się przepiękny widok. Niestety, zdjęcia nie oddają tych widoków.
Pierwsze patrzyliśmy przez okna, ale zdecydowaliśmy się zaryzykować i wyjść na taras widokowy. Jak widać poniżej, pomysł był świetny, wykonanie - jak zwykle. Ciężko się pozuje na jakiś 150 m n.p.m, przy temperaturze minus nie-wiadomo-ile i lodowatym wietrze praktycznie zwalającym z nóg ;D
Sami więc rozumiecie, że po takim wyczynie musieliśmy wpisać się do księgi pamiątkowej ;)
W sobotę mama K. przyjechała do Tampere, spędziliśmy razem czas i wieczorem pojechaliśmy do Hämeenlinny. Tam kolacja, pakowanie, rano podróż do Helsinek i rozstanie na kilka kolejnych miesięcy...