Przejdź do głównej zawartości

Wiosenne porządki w życiu i kilka słów o związku na odległość z obcokrajowcem

Uff! Piszę na szybko, bo znowu wszystko mnie goni, ale po prostu muszę na moment odsapnąć i przestać ślęczeć w książkach. Ostatni tydzień przyniósł wiele zmian, głównie pozytywnych, co bardzo mnie cieszy. Wysypka wspomniana w poprzednim poście odeszła już w zapomnienie, zgodnie z ostrzeżeniem pani doktor, zostały tylko drobne blizny, które za jakiś czas powinny całkiem zniknąć. Zrobiłam też badania okulistyczne i po kilku latach przerzuciłam się z soczewek kontaktowych na okulary. Coś czuję, że to była bardzo dobra decyzja i oczy są mi wdzięczne ;) Na studiach "załatwiłam" też kilka prezentacji i mam nadzieję, że przez jakiś czas będę mogła w spokoju skupić się na masie innych rzeczy do zrobienia na zaliczenia. Co więcej, wszystkie propozycje tematów na projekty zostały zaakceptowane i mogę brać się do pracy. Czas biegnie jak szalony, zieleń trawy powoli robi się coraz bardziej soczysta, ptaki głośniej świergolą, a niebo jakieś bardziej niebieskie i czystsze, w ogóle szał :)
Z głośników Ed Sheeran prosi, żeby pocałować go pod blaskiem tysiąca gwiazd, a ja się cieszę jak szalona. No w sumie mam swoje powody, wiosna powoli pojawia się na horyzoncie i z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej lata, a w lecie przyleci mój Skarb :) Brak mi słów by wyrazić tą radość i podekscytowanie na jego przyjazd :) Wiele osób mogłoby zarzucić, że co to za związek, widujemy się rzadko, nawet poznać się dobrze nie możemy. Bzdura! Uważam, że związki na odległość mają to do siebie, że owszem, może nie da się randkować kilka razy w tygodniu, ale z drugiej strony - co takie wychodzenie na parę godzin da? Z K., mimo odległości, jesteśmy w stałym kontakcie, w ciągu dnia na WhatsApp, a wieczorem na Skype, a kiedy raz na jakiś czas zdarzy się, że któreś nie da rady wieczorem być na Skype, zostaje WhatsApp. Zawsze, bez wyjątku. K. pisze do mnie nawet kiedy jest na piwie z przyjaciółmi albo na koncercie, tak jak było w miniony czwartek :) Oboje wiemy kiedy druga osoba się budzi, co robi, jak się czuje, gdzie jest, kiedy idzie spać, a często nawet co je i jak jest ubrana. Będąc na odległość dużą rolę odgrywa rozmowa, szczera rozmowa. I właśnie dlatego tak dobrze można poznać drugą osobę. Nic nie rozprasza, ludzie skupiają się na tym co czują i co chcą powiedzieć. Tak to wygląda przynajmniej u nas. A kiedy już się spotykamy, może ze względów logistycznych jest to raz na jakiś czas, ale za każdym razem jesteśmy ze sobą minimum tydzień i spędzamy razem 24godz/dobę. I każdego dnia jesteśmy sobie coraz bliżsi :)

Kończę czymś z zupełnie innej beczki - ostatnio głośno było o zaćmieniu słońca. Szczęśliwie miałam okazję tego dnia skończyć zajęcia wcześniej i poobserwować niesamowite zjawisko. Akurat wracałam wtedy z zajęć i postanowiłam je "uwiecznić". Jako że pod ręką miałam tylko telefon, "uwieczniło się" epickie zdjęcie:
Zdjęcie robiłam "na czuja", bo nie miałam żadnej ochrony na oczy, w związku z czym nie chciałam patrzeć bezpośrednio na słońce. Efekt końcowy mnie rozbawił, ale musicie przyznać, że jest w nim coś kosmicznego :D
Ja już uciekam, projekty mnie gonią ;) Trzymajcie się!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PAESE | Puder ryżowy

Dzisiejsza recenzja nie powinna być niespodzianką dla tych, którzy śledzą profil bloga na Facebooku , ponieważ została tam zapowiedziana już kilka dni temu. Słowa dotrzymałam i pod lupę biorę puder ryżowy marki PAESE. Co to takiego i jak się u mnie sprawdził? Czytajcie a się dowiecie :)

Jesienna chandra? Nie, dziękuję!

Jak pisałam w poprzednim poście, w ostatnim czasie do Finlandii zawitała mroczniejsza wersja jesieni. I jeżeli narzekacie na jesienną pluchę, której doświadczacie w Polsce, zapraszam do Finlandii teraz, kiedy jest tak ciemno, że światła uliczne świecą do południa, a po południu są ponownie włączane już między 14 a 15, śniegu który trochę rozjaśniłby świat jeszcze nie ma, temperatura oscyluje w okolicach 0-5°C, a z nieba bezustannie siąpi deszcz. Lub, tak jak dziś, deszcz ze śniegiem. Z pewnością po takiej wycieczce spojrzelibyście łagodniejszym okiem na Polską pluchę ;) Narzekam? Może troszeczkę, chciałam Wam jednak tym opisem nieco zobrazować jak wygląda tegoroczna końcówka listopada na północy. Nic dziwnego, że w krajach nordyckich, szczególnie w Finlandii, problem samobójstw jest ogromny, a osób, które zdecydowały się targnąć na swoje życie jest tyle ile ofiar wypadków drogowych. Jak więc sobie z tym radzę i jakie działania prewencyjne przed jesienną chandrą podejmuję? Oczywiście, ...

Pisanie pracy magisterskiej, czyli od euforii po depresję w 5 minut

Uff! Ostatni post na blogu pojawił się 30go kwietnia. Ci, którzy uważnie czytają bloga wiedzą, że właśnie kończę ostatni semestr studiów magisterskich i, mimo że zajęć mam już niewiele, łatwo przypuszczać, że pisanie pracy pochłonęło mnie całkowicie. Promotor trafił mi się niemożliwie wymagający, nawet przypisy mają mieć dopieszczony każdy przecinek i kropkę. Ale to dobrze, nie narzekam. Wychodzę z założenia, że lepiej trafić na Promotora Perfekcjonistę, któremu zależy na jakości pracy, a nie Promotora Olewacza, z którym cokolwiek ciężko ustalić, łącznie z terminem obrony. Mimo wszystko, po drodze dopadło mnie kilka kryzysów, z czego najpoważniejszy pojawił się na przełomie kwietnia i maja, kiedy myślałam, że naprawdę nie wyrobię się czasowo i obronę będę musiała przesunąć na wrzesień. A to dlatego, że wg ustaleń promotor chciał od nas 14 stron co dwa tygodnie, co niestety nijak przekładało się na mój dosyć obszerny temat i w rezultacie nawet wysyłając mu oczekiwaną liczbę stron kilka...