niedziela, 1 marca 2015

Weekendowo, rocznicowo, niespodziankowo

Jak za starych dobrych czasów, w piątek spakowałam plecak i wyruszyłam do domu. Pierwszy tydzień zajęć był... dziwny. Dużo się dzieje, a ja jakoś nie mogę złapać rytmu uczelnianego. Nowy semestr, nowe przedmioty, wykładowcy, wymagania, które niektórzy chyba wzięli z kosmosu - ze wszystkim od nowa trzeba się oswoić, a na dodatek dochodzi nowe mieszkanie, do czego też muszę się przyzwyczaić. Jedyny constans to mój Skarb i rodzina. 
Przy okazji zajęć zdałam sobie sprawę, że jak najszybciej muszę zbadać wzrok, co mam nadzieję uda mi się dopiąć w tym tygodniu. Możliwe, że dam oczom odpocząć od soczewek kontaktowych, które noszę od 6ciu lat i przerzucę się na okulary. Mam tylko nadzieję, że wada wzroku nie pogłębiła się drastycznie od ostatniego badania.
Weekend, jak to weekend, minął mi błyskawicznie i teraz już jestem w Krakowie. Właśnie wróciłam z drobnych zakupów spożywczych, sączę sobie mleko czekoladowe i słucham jak sąsiedzi na górze odkurzają. Heh, a dokładnie tydzień temu zastanawiałyśmy się ze współlokatorką czy wypada nam wynieść śmieci, tym samym łamiąc zasadę święcenia dnia Świętego ;)

Wczoraj rano dostałam telefon z firmy kurierskiej z pytaniem w jakich godzinach jestem w domu, bo chcieliby dostarczyć przesyłkę. Już miałam mówić, że niczego nie zamawiałam, ale nagle mnie oświeciło: dom, rocznica, kurier-niespodzianka - od razu skojarzyłam, że za tym musi stać nie kto inny niż mój Skarb. Kilka godzin później na progu czekał posłaniec z bukietem kwiatów i kartką. Cholera, a mówił, że w tym roku nic nie wysyłał na naszą rocznicę, bo nie znał adresu nowego mieszkania ani mojego nowego harmonogramu zajęć, a sama znałam zasadę Skarba, że jeżeli jakieś święto jest w dany dzień, to w ten dzień przesyłka ma być dostarczona. No i uwierzyłam, że nic nie kombinował :) Ech, mężczyźni...
Wiem, że żyjemy tymczasowo w związku na odległość i nie możemy spędzać czasu razem, jak "normalne" pary i iść do kina albo na kolację, po prostu spędzić Nasze Święto razem. I właśnie takie rzeczy pozwalają mi poczuć się tak, jakby On był blisko, na wyciągnięcie ręki, a nie oddalony o parę tysięcy kilometrów. Ja dla Skarba przygotowałam album ze zdjęciami z naszych wszystkich wspólnych wycieczek. Przez jakieś 4 godziny wkleiłam ok. 120 zdjęć, wspominając czas spędzony razem. Album jest duży, celowo taki kupiłam, żeby było miejsce na ciąg dalszy :) Kiedy się spotkamy, razem zrobimy podpisy i komentarze do tych zdjęć, które już się w nim znajdują. Na pomysł takiego prezentu wpadłam już w lecie minionego roku, kiedy Skarb zaczął marudzić, że powoli zaczyna się gubić co gdzie i kiedy robiliśmy. Voilà - teraz już mamy swoją małą "kronikę". Ach, zapomniałam dodać, że do albumu wkleiłam też zachowane bilety z różnych miejsc, a nawet karty pokładowe z samolotów :D Ciekawie będzie tworzyć go dalej i wrócić do niego za 5, 10 lat :)