czwartek, 1 października 2015

Kolejne włosowe zakupy i powrót do miasta smoka

Kochani moi, bardzo Was przepraszam za niedotrzymanie obietnic o większej aktywności na blogu, ale tak to już jest jak człowiek sobie coś zaplanuje. Od zeszłego poniedziałku coś mnie powoli zbierało, próbowałam ratować się domowymi sposobami, ale w sobotę się poddałam i wylądowałam na SORze. Sprawa o tyle dziwna, że fizycznie czułam się dobrze, jedyne co mi dokuczało to katar, uporczywy kaszel i chrypka, przez którą momentami zupełnie traciłam głos. Jedyny ból, jaki odczuwałam, umiejscowiony był w klatce piersiowej i to najbardziej zaniepokoiło lekarza, który zaraz wysłał mnie na zrobienie EKG. Pomiar ciśnienia tętniczego wyszedł wspaniale, jeśli chodzi o uderzenia serca na minutę to wstrzeliło się w górną granicę normy. Lekarz chyba sam nie wiedział co mi jest i sugerował skierowanie do szpitala, co zupełnie mi się nie uśmiechało. Skończyłam na antybiotyku i innych tabletkach i chociaż nadal dusi mnie "jak psa", wróciłam dziś do Krakowa by rozpocząć walkę w nowym roku akademickim. Martwi mnie to, że czuję się słabo i przez antybiotyk szybko się męczę, a w piątek rano mam aerobik... Sugerowałam delikatnie doktorkowi, żeby "w razie czego" wypisał zwolnienie jeszcze na ten piątek, ale stwierdził, że do piątku jeszcze dużo czasu, a ja mogę jeszcze raz wpaść na badania, a poza tym mogę zawsze UPROSIĆ wykładowcę i wyjaśnić, że jestem osłabiona po antybiotyku. Tutaj musiałam ugryźć się w policzek, żeby nie gruchnąć śmiechem. Tjaa, już widzę jak wykładowca z tej uczelni wyrozumiale kiwa główką niczym piesek na tablicy rozdzielczej w samochodzie... Na wf pójdę i wyleję z siebie siódme poty, ostatnio polubiłam wyzwania. Najwyżej padnę i faktycznie wyląduję w szpitalu. Haha, taki czarny humor. Matko, ten rok pod względem zdrowotnym jest dla mnie wyjątkowo pechowy, o ile dobrze liczę to właśnie jestem na czwartym antybiotyku i wcale mi się to nie podoba.

EDIT:
Skoro już poruszyłam tu problem zdrowia, chciałam się z Wami podzielić linkiem do ciekawej strony, która zawiera mnóstwo przydatnych informacji medycznych: Droga do siebie. Myślę, że dla wielu z Was ta strona okaże się użyteczna :)

No dobrze, przechodzę teraz do bardziej przyjemniejszych rzeczy. Dokładnie w dzień, w którym zaczęłam mieć problemy z gardłem, wybrałam się na zakupy kosmetyczne. Biorąc pod uwagę fakt, że nie tak dawno temu pojawił się post zakupowy, a konkretnie włosowo-zakupowy, kolejny wpis o tej tematyce może podbiegać pod przejaw zakupoholizmu. No ale co tam, wytłumaczenie mam jedno: powrót do Krakowa na nowy rok akademicki wiąże się dla mnie z mieszkaniem na dwa domy ze względu na korepetycje, które daję "u siebie" w weekendy, a w tym roku także praktyki, które będę odbywać w pobliskiej szkole. A że kosmetyków nie będę ze sobą wozić, trzeba zrobić zapasy ;)

Tym sposobem w moje ręce trafiły:

1. Szampon jajeczny regenerujący z kompleksem witamin, Barwa naturalna; z uwagi na SLS w składzie, będę go używać głównie do oczyszczania skóry głowy, kiedy będę w domu, w weekendy
2. Odżywka Keratyna, Joanna; tę butlę zabrałam z sobą do Krakowa, z myślą o codziennym użytkowaniu
3. 7 efektów, kuracja z olejkiem arganowym, Marion; mój absolutny ulubieniec na końcówki, także powędrował ze mną do Grodu Kraka :)

No, przed permanentnym zakupoholizmem usprawiedliwia mnie fakt, że zakupy objęły NAJPOTRZEBNIEJSZE rzeczy i były drobne ;) Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie?

Teraz już kończę, to był bardzo intensywny dzień, opierający się na krzątaniu między walizkami, kolejno pakowaniu i rozpakowywaniu. Jestem wykończona, czas zażyć tabletki i iść spać. Trzymajcie się ciepło i do następnego!