Przejdź do głównej zawartości

Nasze wojaże | Gdańsk

Dzień dobry, dzień dobry! Nadszedł czas na "relację" z naszego wyjazdu do Gdańska, gdzie wyruszyliśmy 29-go lipca z Warszawy, dzień po 20-kilometrowym spacerze po stolicy ;) Podróż Polskim Busem trwała kilka godzin, w związku z czym mieliśmy nadzieję, że nasze nogi odpoczęły. Gdańsk przywitał nas deszczem, więc w biegu wskoczyliśmy do taksówki i pojechaliśmy do hostelu, gdzie po zameldowaniu zostawiliśmy swoje rzeczy i poszliśmy na obiad oraz spacer po mieście. Jak ostatnio wspomniałam, tego dnia mieliśmy wrzucić na luz i nie urządzać długich eskapad, co nawet udało nam się zrealizować. Do czasu... ;)

Spacerując po mieście wstąpiliśmy do Bazyliki Mariackiej i zachciało nam się wyjść na wieżę. 400 stopni do góry, na których przekonaliśmy się, że nogi nam jeszcze nie odpoczęły :D Pomysł jednak okazał się bardzo dobry ze względu na pogodę, która dopisała tylko pierwszego dnia kiedy po rzęsistym deszczu wyszło słońce. Jak się później okazało, do końca naszego pobytu codziennie padało i słońce rzadko wychodziło zza chmur.
Z samej Bazyliki mam trochę smutne wspomnienia, bo kiedy chcieliśmy kupić bilety BARDZO MIŁA PANI, KTÓRA JE SPRZEDAWAŁA zrobiła nam wieeelką łaskę. A było to tak... Przed przyjazdem do Polski Skarb nie wyrobił sobie międzynarodowej legitymacji studenckiej ISIC, bo, powiedzmy sobie szczerze, koszt wyrobienia takiego dokumentu w Finlandii nie przekłada się na zniżki studenckie w Polsce. A i tak te zniżki nie zawsze się dostaje. Chcąc być fair nie podeszłam do SZANOWNEJ PANI i nie poprosiłam o dwa bilety studenckie tak po prostu, tylko grzecznie zapytałam czy może sprzedać jeden bilet studencki na legitymację fińską, bo nie mamy ISIC. Zrobiłam to dlatego, żeby nie było siary gdyby Pani chciała zobaczyć nasze dokumenty i zrobiła wojnę, że musi być ISIC, bo oni obcych legitymacji nie akceptują. Chciałam od razu zaznaczyć jak wygląda sytuacja. No i się zaczęło... Pani się zbulwersowała, że śmiałam ją o cokolwiek zapytać, zaczęła krzyczeć (przypominam, że rzecz działa się w KOŚCIELE, więc chociażby z tego względu oczekiwałam od starszej pani zachowania odpowiedniego do miejsca, w którym pracowała), że "o co my ją w ogóle pytamy", "czemu jej głowę zawracamy" i "czy sobie wyobrażamy, że ona ma cały dzień na odpowiadanie na pytania"?! Słowo daję, gdyby mi szczęka nie opadła to chyba powiedziałabym jej kilka słów o kulturze osobistej i kontaktach z, bądź co bądź, klientami w miejscu pracy.
Na szczęście kiedy już wdrapaliśmy się na wieżę, widoki były przepiękne. Co prawda jako osoba, która ma 160 w kapeluszu musiałam jeszcze stanąć na palcach, żeby zobaczyć coś przez barierkę i dachy (balkonik położony jest w specyficznym miejscu i niskie osoby mogą widzieć jeszcze sporo dachu), ale absolutnie nie narzekam, bo pięknie było :) Nawet te pierniczone schodki mile wspominam. Jakby nie patrzeć, dzięki nim odkryłam wiele mięśni w miejscach, o których bym się nie podejrzewała :D Ciekawym doświadczeniem było też zobaczenie "strychu" katedry i wszystkich sklepień od góry. 

Opera w Gdańsku

Żuraw

Takie cuda na polskiej zie.. wodzie!

Neptun, którego odwiedzaliśmy codziennie :)
Jakiś czas temu zapytałam Was o miejsca w Gdańsku godne uwagi. +Beata J wspomniała o Muzeum Bursztynu, gdzie z przyjemnością wybraliśmy się z K. Tutaj bardzo chciałabym podziękować Beacie za uwagę i reakcję na moją prośbę:) Naprawdę piękne miejsce z fantastycznymi eksponatami, które warto zobaczyć!







Ostatniego dnia zapakowaliśmy się na tramwaj wodny i popłynęliśmy na Westerplatte. Tutaj pozwolę sobie na małą wskazówkę dla osób chcących kiedykolwiek skorzystać z takiego tramwaju: najlepiej zrobić sobie spacer i skorzystać z początkowego przystanku. Za pierwszym podejściem chcieliśmy wsiąść na trzecim przystanku, ale tramwaj już był pełny, poszliśmy więc następnego dnia na pierwszy przystanek. Jak się okazało, dobrze zrobiliśmy, bo na drugim przystanku wsiadło już tylko kilka osób, a reszta mogła już tylko patrzeć jak suniemy po wodzie :)









Dopiero pisząc ten post zauważyłam, że wygląda jakby jeden pan mi pozował do zdjęcia :D
Planowałam wystrzec się robienia takiego typowego dla Gdańska ujęcia, ale kiedy zobaczyłam miasto z tej perspektywy, nie mogłam się powstrzymać :)


Drogę powrotną z Gdańska do Krakowa zdecydowaliśmy się odbyć pociągiem. Akurat kupowałam bilety w czasie największych problemów, z którymi borykało się ostatnio PKP. Do tej pory nie potrafię wyjaśnić jakim cudem udało mi się wtedy dokonać zakupu! Dwa dni próbowałam, poleciało z moich ust trochę niecenzuralnych słów, ale absolutnie nie żałujemy podróży Pendolino :) Skarb nawet odważył się stwierdzić, że jest lepsze niż w Finlandii! Nie wiem na jakiej podstawie doszedł do takiego wniosku, ale raczej nie powinnam zabierać głosu w tej sprawie, bo jak do tej pory pociągiem w Finlandii jechałam raz, na dodatek 3/4 podróży przespałam z głową na ramieniu Skarba, więc niewiele pamiętam :D Ale z tego przynajmniej można wywnioskować, że fińskie pociągi są ciche i nie trzęsie :D
Tyle na dzisiaj, pozdrawiam Was z balkonu i do następnego razu!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienna chandra? Nie, dziękuję!

Jak pisałam w poprzednim poście, w ostatnim czasie do Finlandii zawitała mroczniejsza wersja jesieni. I jeżeli narzekacie na jesienną pluchę, której doświadczacie w Polsce, zapraszam do Finlandii teraz, kiedy jest tak ciemno, że światła uliczne świecą do południa, a po południu są ponownie włączane już między 14 a 15, śniegu który trochę rozjaśniłby świat jeszcze nie ma, temperatura oscyluje w okolicach 0-5°C, a z nieba bezustannie siąpi deszcz. Lub, tak jak dziś, deszcz ze śniegiem. Z pewnością po takiej wycieczce spojrzelibyście łagodniejszym okiem na Polską pluchę ;) Narzekam? Może troszeczkę, chciałam Wam jednak tym opisem nieco zobrazować jak wygląda tegoroczna końcówka listopada na północy. Nic dziwnego, że w krajach nordyckich, szczególnie w Finlandii, problem samobójstw jest ogromny, a osób, które zdecydowały się targnąć na swoje życie jest tyle ile ofiar wypadków drogowych. Jak więc sobie z tym radzę i jakie działania prewencyjne przed jesienną chandrą podejmuję? Oczywiście, ...

PAESE | Puder ryżowy

Dzisiejsza recenzja nie powinna być niespodzianką dla tych, którzy śledzą profil bloga na Facebooku , ponieważ została tam zapowiedziana już kilka dni temu. Słowa dotrzymałam i pod lupę biorę puder ryżowy marki PAESE. Co to takiego i jak się u mnie sprawdził? Czytajcie a się dowiecie :)

Zmiany, zmiany! Przenoszę się na YouTube?

Zaczęło się. W Finlandii stopniał śnieg, a razem z nim odeszła cudowna atmosfera ciepła i przytulności. Zamiast tego zrobiło się ciemno, buro i ponuro. Tym samym w naszym "normalnie" jasnym mieszkaniu pasowałoby mieć teraz cały dzień włączone światło. Ja jednak, jak zwykle starając się spoglądać na pozytywne strony (z mocnym naciskiem na staram się ), cieszę się, że w końcu mam okazję zobaczyć czym jest właśnie ta strrraszna fińska ciemna jesień. Do tej pory miałam to szczęście (lub też pecha, jak kto woli), że trafiałam na pogodę wyjątkową . Wyjątkowo ciepłe, słoneczne i upalne było lato, kiedy pierwszy raz przyjechałam na fińskie ziemie. Wyjątkowo bajeczna była też zima, śnieżna, mroźna, bez pluchy i deszczu ze śniegiem. Po przeprowadzce poznałam wyjątkowy fiński wrzesień i październik, kiedy to mogłam podziwiać intensywny szafir jezior i ozłocone drzewa na tle błękitnego nieba. Przyszedł listopad i bum - w końcu poznałam to o czym czytałam i słuchałam tyle razy :) W z...