środa, 31 grudnia 2014

2014 - garsc podsumowan

Z gory przepraszam, ze dzisiejszy post jest pisany bez polskich znakow i generalnie moze zawierac bledy, ale jak mogliscie dowiedziec sie z wczesniejszych postow, jestem wlasnie poza Polska i nie korzystam ze swojego komputera ;) Korzystam za to w pelni z urokow prawdziwej, finskiej zimy i zachwycajacego piekna tego kraju. Jestem tu dopiero drugi raz, a juz czuje sie jak w domu. Jak gabka chlone tutejsza kulture, zwyczaje i osluchuje sie z tym trudnym, ale jakze pieknym jezykiem. Najwazniejsze jednak jest to, ze moge sie tym wszystkim zachwycac razem z najblizsza memu sercu osoba, ktora kocham kazdego dnia coraz bardziej i wiem, ze moje uczucie jest odwzajemnione.
Dzis ostatni dzien roku. Data, ktora sama w sobie jakos podswiadomie sklania do rozmyslan i podsumowan. Jaki byl dla mnie 2014? Zgodnie z planem, lepszy od 2013. Lepszy patrzac glownie na moje studia i proces usamodzielniania sie ;) Rok baardzo bogaty w doswiadczenia oraz poznawanie i pokonywanie wlasnych slabosci. Pierwsza polowa roku byla troche pasywna, wszystko zaczelo rozkrecac sie w czerwcu, a w lipcu calkiem nabralo predkosci, ktora nadal sie rozwija. Jezeli chodzi o wspomniane pokonywanie wlasnych slabosci i stawianie czola wyzwaniom, pierwszy maly przelom nastapil w marcu, kiedy zaczelam dawac korepetycje. Wczesnie, jako osoba slabo wierzaca we wlasne mozliwosci, zwyczajnie balam sie czy poradze sobie z takim indywidualnym nauczaniem. Jak sie okazalo, daje rade ;) Kolejnym malym-duzym krokiem byly czerwcowe egzaminy, gdzie udowodnilam sobie, ze potrafie. Miesiac pozniej kolejny egzamin zakonczony sukcesem: obrona licencjatu i tego samego dnia zalozenie tego bloga, co tez chcialabym tu odnotowac, bo to jednak moje male miejsce w sieci, do ktorego bardzo lubie wracac :) Po czerwcowych i lipcowych stresach przyszedl czas na wakacje i relaks: w sierpniu pierwszy raz odwiedzilam kraj swojego Ukochanego, pierwszy raz lecialam samolotem i pierwszy raz odbylam tak daleka wycieczke sama. Podroz opisalam (wierzcie mi, w skrocie) w czterech czesciach na blogu: 
Wrzesien uplynal pod znakiem studiow magisterskich. Nie obylo sie bez drobnych przejsc, gdzie z przekladoznawstwa, przez literaturoznawstwo wyladowalam na kulturoznawstwie, czego w ogole nie planowalam i czego teraz, po kilku miesiacach, absolutnie nie zaluje. Od pazdziernika dni zaczely uciekac w zastraszajacym tempie, podobnie w listopadzie i grudniu. W pazdzierniku miedzy bieganiem na zajecia i kursowaniem miedzy domem, mieszkaniem i uczelnia, zdazylam kupic bilety na moj grudniowy wyjazd do Skarba. Pod koniec listopada niespodziewanie odeszla pani J. i wyprowadzilam sie z Krakowa, pierwsze trzy tygodnie grudnia to budzenie sie o 5 lub 6 rano, dojazdy na uczelnie zdezelowanymi, smierdzacymi busami i czekanie na zajecia po 1,5 - 2 godziny. Swieta minely za to baardzo mile, zaraz potem wyjechalam do Finlandii i jeszcze tu jestem :)
A jaki bedzie 2015? Czas pokaze, plan natomiast jest jeden, niezmienny od lat: uczynic ten rok lepszym od poprzedniego! I tego Wam zycze, trzymajcie sie! A na koniec kilka zdjec z polnocy :)

Polski (a konkretnie krakowski) akcent na dworcu kolejowym w Helsinkach. 

 W Polsce podobno zimno? ;)
 Ostrzezenie przed skrzatami mieszkajacymi pod ziemia
I urocze karmniki :)