środa, 3 września 2014

O podróży do Finlandii słów kilka | part I

Miesiąc temu o tej porze byłam już w Finlandii razem ze Skarbem. Myślę, że nadszedł czas na małe podsumowanie i podzielenie się wrażeniami z tej podróży. A wrażeń było naprawdę sporo, bo przy okazji zaliczyłam swój pierwszy w życiu lot samolotem. I, o ile dobrze kojarzę, pierwszy raz pojechałam za granicę całkiem sama, ale to akurat nie był żaden wyczyn, bo zaraz na lotnisku odebrał mnie mój Ukochany ;)
Ale powoli, powoli, zacznę od początku.
Mimo że wszyscy myślą, że kłamię - nie kłamię, lotu naprawdę się nie bałam. Natomiast prawdziwym strachem napawały mnie bramki na lotnisku. Naprawdę. Nie chciałam mieć żadnych problemów przy odprawie i z celnikami, czytałam każdy możliwy regulamin oraz analizowałam co i jak zapakować. Każdą z czynności powtarzałam kilkakrotnie. No ale o wszystkich tych wątpliwościach zdążyłam już napisać na blogu. Na lotnisku okazało się, że nie taki diabeł straszny, byłam zdziwiona, że odprawa poszła błyskawicznie i zanim się zorientowałam byłam w samolocie. Leciałam sama, nocą, więc było mi obojętne gdzie będę siedzieć. Dostałam miejsce przy oknie z tyłu samolotu. Kiedy zapięłam pasy czułam już tylko ekscytację i delikatne zniecierpliwienie, po wcześniejszym stresie nie było ani śladu, co potwierdza moją teorię, że tylko bramki budziły we mnie lęk :D Jazda po pasie startowym niesamowicie mi się dłużyła, czekałam tylko kiedy będziemy w powietrzu, a najbardziej na moment lądowania w Helsinkach - a najnajbardziej na inne lądowanie - moje. W ramionach Skarba. Najcudowniejsze i najbezpieczniejsze. Zanim jednak to nastąpiło musiałam okiełznać swoje zniecierpliwienie i wytrzymać w samolocie. Miałam ogromne szczęście z tym miejscem przy oknie. Świat nocą jest taki piękny! Kraków! Jakie cudowne miasto! Tak go nie doceniałam i narzekałam, że gwiazd nie widać, a po prostu źle patrzyłam - to Kraków jest tysiącem małych gwiazdeczek na ziemi! Oczywiście, patrząc z góry... Przepiękne widoki! Szkoda, że postanowiłam być hipergrzeczną pasażerką i nawet nie wyciągnęłam z torby aparatu, bo bałam się zakłócić działanie samolotu swoim sprzętem :D Ech, mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie mi dane podróżować samolotem nocą. Wtedy już wyciągnę aparat! Podsumowując sam lot: nuda. Tylko start i lądowanie jest interesujące, a wszystko co jest pomiędzy - o ile nie ma ciekawych widoków - spokojnie można przespać. Czułam się naprawdę komfortowo i bezpiecznie, a tyłek bardziej może mi wytrzepać w autobusie na polskich drogach. 
Helsinki. Oj, nie ukrywam, że łzy stanęły mi w oczach kiedy po raz pierwszy zobaczyłam fińską ziemię. To było dziwne uczucie. Po wielu latach spełniło się moje marzenie z dzieciństwa - dotarłam do Finlandii. Naprawdę ciężko mi było w to uwierzyć. Zresztą nadal w wiele rzeczy trudno mi uwierzyć - jak chociażby w fakt, że mój chłopak jest Finem i to właśnie zainteresowania z dzieciństwa zaprowadziły mnie do niego. A może to właśnie z Jego powodu całe życie coś ciągnęło mnie na północ? :) Coraz częściej właśnie tak myślę. 
Jak przez mgłę pamiętam szukanie odpowiedniej hali z odbiorem bagażu i oczekiwanie na walizkę. Pamiętam za to doskonale moment, w którym zobaczyłam Skarba na żywo po raz pierwszy po prawie 7miu miesiącach. Takiej chwili, takiego bicia serca i takiego uśmiechu nie da się zapomnieć! Nie wspomnę o innych, także megapozytywnych aspektach spotkania ;) Szybko znaleźliśmy samochód na parkingu i pojechaliśmy do jego mieszkania w Tampere.
W następnym poście napiszę co było potem. A działo się, oj działo :)