Przejdź do głównej zawartości

Tradycyjne listy w XXI-szym wieku - przeżytek?

Co prawda praktyki miały się zacząć dopiero jutro, jednak już od minionego poniedziałku jeżdżę do LO. A dzisiaj... Dzisiaj oficjalnie mogę powiedzieć, że zakończyłam III semestr na studiach II stopnia! Wszystkie wpisy zdobyte, indeks w piątek złożyłam w dziekanacie, a w sercu ulga i jakaś dziwna lekkość. No dobra, prawdziwa lekkość będzie jak panie z dziekanatu raczą uzupełnić wpisy z WF na Wirtualnej Uczelni, jak obiecały ;)



Tym sposobem, kiedy sprawy uczelniane załatwiłam, a na praktyki nie muszę jeszcze opracowywać lekcji, korzystam z wolnego czasu jak tylko mogę. Pogoda nie rozpieszcza, dzisiaj kilka stopni na plusie, dookoła topnieje śniegowa plucha, a z nieba leje się deszcz. Na takie coś najlepsza jest gorąca herbata z sokiem malinowym, którą właśnie mam okazję się rozkoszować :) Staram się także przyswoić jak najwięcej fińskiego, po przerwie wracam do kursu ESKK i na spokojnie, bez niepotrzebnego napinania się próbuję ogarnąć nowe zasady gramatyczne. Powolutku i do przodu. Wieczorami relaksuję się czytając powieści Philippy Gregory na moim cudownym Kindle. Skarb naprawdę trafił z tym prezentem, odkąd mam czytnik, tj. od listopada, zauważyłam, że czytam więcej i jakoś łatwiej znaleźć mi czas na czytanie. Bez wątpienia, łatwiej mi też czytać, bo Kindle zajmuje zdecydowanie mniej miejsca w torebce i mogę go zabrać wszędzie bez dźwigania ciężkich tomów. Genialna sprawa, polecam każdemu! Oczywiście, ponad sześć lat przyjaźni, w tym prawie trzy lata w związku zrobiły swoje, na odległość czy nie, jednak dobrze zna mnie ten mój mężczyzna ;)
A propos arytmetyki, niedługo będzie nasza trzecia rocznica, w związku z czym szykuje się wielka akcja wysyłania paczki za morze. Nalot na sklep już zrobiłam, co mam zamiar sprezentować w tym roku Skarbowi nie powiem dopóki przesyłka do niego nie dotrze w całości ;) Jedno jest pewne: takiego prezentu się nie spodziewa. I naprawdę mam nadzieję, że przypadnie mu do gustu i zrobi z niego dobry użytek :) Dzisiaj tworzę list. A tak, list. Tradycyjny. Nieelektroniczny. Miłosny. I to właśnie jest miły aspekt bycia w związku na odległość, od czasu na czasu można zaszaleć i pobawić się w taki piękny tradycjonalizm. Bo pisanie listów to piękny zwyczaj, który niestety przez wszechobecne wygodnictwo i ułatwioną komunikację zanika. Przyzwyczajeni do zwiększonego tempa życia wybieramy właśnie pójście na łatwiznę, szybkość przekazywania informacji i w konsekwencji nasza komunikacja z tymi, których kochamy, ogranicza się do szybkich, krótkich wiadomości, bez formy i głębszej treści. Oczywiście, nie oznacza to, że jestem przeciwko postępowi i nie dostrzegam żadnych korzyści płynących z szybkości komunikacji. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że takie rzeczy jak komunikatory internetowe, Skype, aplikacje dostępne na smartfony i telefony właśnie, odgrywają istotną rolę i niesamowicie pomagają utrzymać bliski kontakt z bliższymi i dalszymi znajomymi. Problem w tym, że momentami jest tego za dużo, a każdej relacji, szczególnie związkom na odległość, pomaga taka atmosfera subtelnej intymności, którą możemy kreować właśnie za pomocą tradycyjnych listów. Osobiście wszelkie listy, kartki i pocztówki, które otrzymałam w swoim życiu, cenię sobie bardziej niż mail, sms czy rozmowę na komunikatorze. Ktoś może powiedzieć, że to bez sensu, po co, za dużo fatygi - no i może to jest ten powód, dla którego tak doceniam tą, a nie inną formę kontaktowania się. Bo wiem, że za każdą kartką czy pocztówką stoi wybranie jej, poświęcenie czasu na ubranie myśli w słowa, przelanie ich na papier, zapakowanie i w końcu wysłanie przesyłki. A to, że komuś się chciało to wszystko zrobić oznacza, że jestem dla tej osoby w jakiś sposób ważna. Pamiętam każdy list, który otrzymałam. Inaczej ma się sprawa z wiadomościami elektronicznymi. OK, może to wynikać z faktu, że listów otrzymałam mniej, ale pamiętam też tę radość kiedy dotarły, szelest papieru, jego zapach i, przede wszystkim, treść jaką ze sobą niosły. Bez półsłówek, za to pełnymi zdaniami. Bez emotek, za to z emocjami. PRZEMYŚLANE. Listy od osoby kochanej są szczególne. Do tej pory trzymam wszystkie kartki, które otrzymałam od Skarba w ciągu ostatnich trzech lat. Dzisiaj piszę do niego kolejny list. Wyjątkowy, bo najprawdopodobniej to nasza ostatnia rocznica, którą spędzamy żyjąc w dwóch różnych krajach. Nie tracąc już więcej czasu, biegnę zbierać swoje myśli i przelewać je na papier.

A jak to jest z Wami, piszecie jeszcze listy, kartki i pocztówki? Lubicie je dostawać? Jestem ciekawa Waszych opinii :)
Pozdrawiam i do następnego!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienna chandra? Nie, dziękuję!

Jak pisałam w poprzednim poście, w ostatnim czasie do Finlandii zawitała mroczniejsza wersja jesieni. I jeżeli narzekacie na jesienną pluchę, której doświadczacie w Polsce, zapraszam do Finlandii teraz, kiedy jest tak ciemno, że światła uliczne świecą do południa, a po południu są ponownie włączane już między 14 a 15, śniegu który trochę rozjaśniłby świat jeszcze nie ma, temperatura oscyluje w okolicach 0-5°C, a z nieba bezustannie siąpi deszcz. Lub, tak jak dziś, deszcz ze śniegiem. Z pewnością po takiej wycieczce spojrzelibyście łagodniejszym okiem na Polską pluchę ;) Narzekam? Może troszeczkę, chciałam Wam jednak tym opisem nieco zobrazować jak wygląda tegoroczna końcówka listopada na północy. Nic dziwnego, że w krajach nordyckich, szczególnie w Finlandii, problem samobójstw jest ogromny, a osób, które zdecydowały się targnąć na swoje życie jest tyle ile ofiar wypadków drogowych. Jak więc sobie z tym radzę i jakie działania prewencyjne przed jesienną chandrą podejmuję? Oczywiście, ...

PAESE | Puder ryżowy

Dzisiejsza recenzja nie powinna być niespodzianką dla tych, którzy śledzą profil bloga na Facebooku , ponieważ została tam zapowiedziana już kilka dni temu. Słowa dotrzymałam i pod lupę biorę puder ryżowy marki PAESE. Co to takiego i jak się u mnie sprawdził? Czytajcie a się dowiecie :)

Zmiany, zmiany! Przenoszę się na YouTube?

Zaczęło się. W Finlandii stopniał śnieg, a razem z nim odeszła cudowna atmosfera ciepła i przytulności. Zamiast tego zrobiło się ciemno, buro i ponuro. Tym samym w naszym "normalnie" jasnym mieszkaniu pasowałoby mieć teraz cały dzień włączone światło. Ja jednak, jak zwykle starając się spoglądać na pozytywne strony (z mocnym naciskiem na staram się ), cieszę się, że w końcu mam okazję zobaczyć czym jest właśnie ta strrraszna fińska ciemna jesień. Do tej pory miałam to szczęście (lub też pecha, jak kto woli), że trafiałam na pogodę wyjątkową . Wyjątkowo ciepłe, słoneczne i upalne było lato, kiedy pierwszy raz przyjechałam na fińskie ziemie. Wyjątkowo bajeczna była też zima, śnieżna, mroźna, bez pluchy i deszczu ze śniegiem. Po przeprowadzce poznałam wyjątkowy fiński wrzesień i październik, kiedy to mogłam podziwiać intensywny szafir jezior i ozłocone drzewa na tle błękitnego nieba. Przyszedł listopad i bum - w końcu poznałam to o czym czytałam i słuchałam tyle razy :) W z...