piątek, 7 listopada 2014

Physiogel, czyli pogotowie ratunkowe dla mojej wrażliwej skóry

Już nie pierwszy raz wspominam o swojej nadwrażliwej, alergicznej cerze. Odkąd pamiętam, skóra na mojej twarzy wiecznie sprawiała problemy. Będąc nastolatką poznałam paru dermatologów, jednak na "swoją" panią doktor trafiłam dopiero na studiach. Trafiłam i od razu ją wystraszyłam, bo wcześniej zdążyłam doprowadzić swoją twarz do takiego stanu, że wyglądałam jak ofiara wypadku. Skóra na twarzy wyglądała jak poparzona. I zresztą była. Czerwone, bolące plamy, na co dzień ukrywane pod makijażem, który skutecznie pogarszał ich stan. Oczywiście, to nie było tak, że zignorowałam podrażnienie i łudziłam się, że samo przejdzie. Wszystko stało się nagle. Nagle po zimie moja cera zaczęła wariować, więc zaczęłam gorączkowo szukać dobrego dermatologa w okolicy. Po wcześniejszych przygodach z lekarzami z przychodni, których praktyki nie przynosiły żadnych efektów, zdecydowałam, że umówię się na prywatną wizytę. Myślałam, że tym sposobem będzie też szybciej, ale myliłam się - na dr T. tak czy siak musiałam czekać 2 miesiące. I to właśnie po tych dwóch miesiącach moja twarz była w malowniczo opłakanym stanie.
Na szczęście dr T. się nie załamała tylko wzięła do roboty. Po pierwsze: zrobiła coś czego żaden dermatolog wcześniej nie zrobił: przeprowadziła ze mną bardzo szczegółowy wywiad. Wszystko zapisywała dokładnie w komputerze, a nie "ołówkiem mnemotechnicznym" w głowie. Po drugie: to ona uświadomiła mi, że mam cerę nadwrażliwą, ze skłonnością do alergii. Alergii kontaktowej na mojego własnego ukochanego sierściucha! Tak, po 10 latach posiadania kota, tulenia, głaskania i ignorowania czerwonych, swędzących plam na szyi po tym tuleniu, dowiedziałam się, że mam na niego alergię. Na szczęście nie trzeba było całkowicie urwać kontakt z kotem, bo żeby coś zaczęło się dziać, muszę  dopiero go trochę pomiętosić. Tym sposobem ja odetchnęłam z ulgą, że kot może zostać, a kot się ucieszył, bo wreszcie Pańcia przestała go tarmosić.
Ale do rzeczy... To właśnie dzięki dr T. poznałam Physiogel. Po pierwszej wizycie, oczywiście obok kilku innych preparatów (których ilość i tak była mniejsza niż od poprzednich lekarzy), zaopatrzyłam się w niewielką (150ml) buteleczkę poniższego żelu do mycia twarzy:

Jak widać, buteleczka jest najzwyklejsza, bez żadnych udziwnień, dzięki wgłębieniom po bokach pewnie siedzi w dłoni i nie wyślizguje się. Nie ma dozownika, jest za to klips, dzięki czemu możemy nalać dokładnie tyle żelu ile potrzebujemy. W środku znajdziemy biały, bezzapachowy żel, który konsystencją nie różni się od innych żeli. Physiogel można stosować na dwa sposoby: bez wody, kiedy żel wcieramy w skórę, a potem tylko nadmiar zbieramy wacikiem; lub z wodą, "normalnie" wcieramy żel w twarz, a później wszystko delikatnie spłukujemy. Dermatolog poleciła mi ten drugi sposób i właśnie tak stosuję Physiogel już od 1,5 roku.


Zgodnie z obietnicą producenta, skóra jest po nim świeża, czysta i miękka. Co jest szczególnie ważne, dzięki neutralnemu pH, Physiogel pomaga złagodzić podrażnienie i nie są to puste obietnice firmy, ten żel faktycznie to robi - uporał się nawet z moją nadwrażliwą cerą :)
Żel stosuję 2 razy dziennie, rano i wieczorem, już od 1,5 roku i jestem bardzo zadowolona z rezultatów. 150 ml przy takim użyciu starcza mi na ok. 3 miesiące, więc myślę, że jest to bardzo dobra wydajność. Podsumowując, Physiogel jest delikatny, ale skuteczny. Wiadomo, że po 1 użyciu nie zlikwidował całego podrażnienia na twarzy, ale wyraźnie było widać, że je łagodzi i stopniowo zmniejsza. Ja już nie wyobrażam sobie swojej codziennej pielęgnacji bez tego żelu i serdecznie polecam go wszystkim "wrażliwcom"!

Na koniec informacje podstawowe:
Stiefel, Physiogel Hypoallergenic
Codzienne Nawilżanie, żel do mycia twarzy do skóry suchej i wrażliwej
Cena: ok. 25 zł/150ml
Do kupienia w aptekach.