sobota, 15 listopada 2014

Posturodzinowo

Przedwczoraj świętowałam swoje urodziny. OK, w tym przypadku "świętowałam" to zdecydowanie za dużo powiedziane, biorąc pod uwagę fakt, że to był czwartek, a czwartek to dla mnie najbardziej morderczy dzień tygodnia. Dlaczego? Dlatego, że przez zajęciowe combo siedzę w instytucie od rana do 18 bez przerwy. No ale nie o tym miało być. Pamiętam ten dzień z poprzedniego roku. Było smutno, niepewnie i samotnie. W tym roku zupełnie inaczej - może też dzięki zabieganiu na uczelni właśnie ;) A wszystko zaczęło się od "gróźb" śpiewania Happy Birthday na seminarium :D Tak, zdecydowanie było cieplej, radośniej i jakoś tak bardziej rodzinnie niż rok temu. Dzień był wypełniony śmiechem, ściskaniem, życzeniami i szczęściem, zarówno na uczelni jak i w domu. Była też pewna romantyczna niespodzianka od Skarba, który baardzo mile mnie zaskoczył :) Kolejny raz :) Teraz biję się w klatę i żałuję, że ośmieliłam się myśleć, że zapomniał... 
Jak już wcześniej napisałam, nie było żadnego wielkiego świętowania, po 18 skończyłam zajęcia, a jako że piątek miałam wyjątkowo wolny, pojechałam do domu prosto z uczelni. W biegu jeszcze zdążyłam kupić prezent na urodziny mojej chrześnicy, która jutro będzie obchodzić swoje święto. W domu byłam ok. 20 i miło spędziłam czas z rodzinką. Chociaż tutaj muszę przyznać, że siedziałam trochę jak na szpilkach, bo wiedziałam, że w pokoju czekała nierozpakowana przesyłka z Finlandii :D Jednak dobrze było spędzić z bliskimi chociaż te dwie godzinki, pośmiać się, powspominać i porozmawiać. Wtedy uderzyło mnie jak bardzo wszyscy jesteśmy zabiegani i jak dawno nie było okazji, żeby po prostu usiąść, pobyć ze sobą i spokojnie napić się herbaty.
Á propos herbaty... Właśnie z takim rozkochanym zaparzaczem będę spędzać zimowe wieczory :) Co ciekawe, ostatnio wspomniałam Skarbowi o wspaniałej mieszance białej i zielonej herbaty z dodatkiem aloesu i kwiatu bławatka, którą namiętnie piję. K. zaczął wypytywać, czy dobre są takie połączenia, czy to zdrowe, czy to lubię itp. Dopiero przedwczoraj przyznał, że zadawał tyle pytań o tą herbatę, bo kilka dni przed naszą rozmową kupił właśnie taką podobną mieszankę :D Czasem mnie to przeraża, ale my naprawdę czytamy sobie w myślach. W każdym razie mieszanka Talven Taika, co znaczy 'zimowa magia', smakuje i pachnie naprawdę... magicznie! Do tego taka herbata naprawdę jest zdrowa ;)
Teraz już kończę, najwyższa pora na posprzątanie po kolacji i domowe SPA! W końcu przybył mi kolejny rok w metryce, więc nie mogę się zaniedbywać i muszę regularnie pielęgnować się także od zewnątrz! ;)