piątek, 29 sierpnia 2014

Przymusowy chill out, czyli kiedy "wolne" średnio cieszy

Siedzę na balkonie, łapię promienie słoneczne i staram się odstresować. Kolejny uczeń w tym tygodniu odwołał lekcję. I tak z 5ciu zajęć zrobiło się okrągłe 0. "Kolega zza granicy przyjechał, zostaje do niedzieli i nie dam rady przyjechać na lekcję". Oj, ktoś się rozleniwił przez mój wyjazd do Finlandii. A ja się głupia łudziłam, że po przerwie moi uczniowie wrócą na lekcje obkuci, z podwójnym zapałem. Jasne.
No ale dobrze, o koledze zza granicy trochę późno się dowiedziałam, ale jeszcze uda mi się spożytkować dzisiejszy dzień. Pogoda zachęca do spacerów z aparatem, poczytam, pouczę się czegoś, zrobię plan na najbliższy tydzień, zrobię drobne porządki, może napiszę relację z podróży do Finlandii, coś konstruktywnego zawsze się znajdzie :) O! Paznokcie sobie pomaluję, w końcu jutro ślub! Na szczęście nie mój, tylko przyjaciółki, ale stres trochę mi się udzielił i już dziś śniło mi się, że piekłam ciasta na wesele... A co do przepadających lekcji... Zawsze mam więcej czasu na obmyślenie planu przykręcenia komuś śrubki. Bo w kolegów zza granicy na kilka godzin przed lekcją przestałam wierzyć po 3cim takim zagraniu ;)