niedziela, 24 sierpnia 2014

Skąd czerpać siłę?

I stało się. K. właśnie leci do Finlandii, ja jestem w domu i nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Pierwszy płacz nastąpił jakieś 24 godziny przed odlotem. Dziś było jeszcze gorzej, jak tylko na niego spojrzałam, łzy od razu cisnęły mi się do oczu. Miłość na odległość to piękna, ale jednocześnie bardzo bolesna rzecz. Kiedyś dobra koleżanka zapytała mnie jak my sobie z tym wszystkim radzimy - kurczę, to tylko pozory, nie radzimy sobie! Lotniska lubię tylko wtedy kiedy wiem, że jadę tam PO niego, a nie żeby go odwieźć. Wtedy jest dramat. Dosłownie. Nienawidzę tego uczucia ściskania w gardle, jakby coś mnie dusiło, nienawidzę pieczenia oczu zmęczonych od słonych łez, nierównego oddechu, nawet ludzi na lotnisku podekscytowanych podróżą, informacji o locie na tablicy, taśmy zabierającej jego walizkę, bramek przez które przechodzi i zza których mi macha, a ja wiem, że za chwilę zniknie za ścianą i następny raz kiedy będę mogła się w niego wtulić nastąpi dopiero za kilka miesięcy. Nienawidzę tego kłucia w sercu kiedy wracam z lotniska samochodem i chcę krzyczeć, żeby zawracać. I nienawidzę siebie, że nie potrafię zapanować nad tym wszystkim i swoimi łzami. Bo z drugiej strony wiem, że to wszystko to tylko tymczasowe rozwiązanie, że pewnego pięknego dnia zamieszkamy razem i nie będziemy musieli rozstawać się na tak długi czas, że naprawdę się kochamy i ta miłość każdego dnia jest silniejsza. Więc dlaczego ja jestem tak słaba kiedy trzeba się rozstać na lotnisku? Szczerze mówiąc, kiedy zaczęliśmy być razem, trochę naiwnie wierzyłam, że z czasem będzie lepiej, że pożegnania na lotnisku będą bez łez, że będziemy bardziej pewni siebie i jutra. Bzdura. Po 1,5 roku ze smutkiem stwierdzam, że jest wręcz odwrotnie - z czasem pożegnania rozdzierają serce z jeszcze większym trzaskiem. Im miłość silniejsza, im lepiej się znamy, tym bardziej przytłaczające stają się pożegnania. To takie ciekawe zjawisko, gdzie uczucie, które jednocześnie daje tyle siły, potrafi w pewnym momencie tak bardzo osłabić.