Minął pierwszy 'prawdziwy' tydzień zajęć. Powoli pojawia się coraz więcej projektów, zadań, notatek, kserówek i nauki. Łatwo nie będzie, ale cały czas się pilnuję i staram się nie narobić sobie zaległości. Wczoraj przyjechałam do zacisza domowego i spokojnie sobie pracuję. Ogarniam notatki, potem zadania domowe i powtórki. Dobrze, że w tym tygodniu udało mi się popchnąć magisterkę do przodu i mam już temat. Promotorowi bardzo się spodobał i był nawet zadowolony, że tak szybko ktoś zaczął myśleć nad pracą. Teraz trzeba zacząć gromadzić materiały, co trochę potrwa. Ale spokojnie, tutaj już wrzucam na luz, mam czas do końca semestru, czyli do końca stycznia. Wybór tematu to pierwszy i naprawdę duży krok do przodu, potem wystarczy złapać wiatr w żagle i... do przodu :) Haha, tylko żeby to faktycznie było tak łatwo jak się mówi. Trochę boję się tej naszej polsko-brytyjskiej współpracy, ale w głębi duszy mam nadzieję, że będzie dobrze. Miałam dwóch promotorów do wyboru i jak na razie absolutnie nie żałuję swojej decyzji - wręcz przeciwnie, na każdym kroku przekonuję się, że to był słuszny wybór. I oby tak dalej. A teraz już dosyć o uczelni. Pogoda jest dziś wymarzona na spacer, więc po południu przejdę się gdzieś z aparatem w ręce, a póki co wrzucam dzieło, które chodzi za mną od 2 tygodni. Przepiękna kompozycja, od samego początku do końca. Głos, klawisze, emocje. Cudo. I tylko żałuję, że tak późno je odkryłam.
Uff! Ostatni post na blogu pojawił się 30go kwietnia. Ci, którzy uważnie czytają bloga wiedzą, że właśnie kończę ostatni semestr studiów magisterskich i, mimo że zajęć mam już niewiele, łatwo przypuszczać, że pisanie pracy pochłonęło mnie całkowicie. Promotor trafił mi się niemożliwie wymagający, nawet przypisy mają mieć dopieszczony każdy przecinek i kropkę. Ale to dobrze, nie narzekam. Wychodzę z założenia, że lepiej trafić na Promotora Perfekcjonistę, któremu zależy na jakości pracy, a nie Promotora Olewacza, z którym cokolwiek ciężko ustalić, łącznie z terminem obrony. Mimo wszystko, po drodze dopadło mnie kilka kryzysów, z czego najpoważniejszy pojawił się na przełomie kwietnia i maja, kiedy myślałam, że naprawdę nie wyrobię się czasowo i obronę będę musiała przesunąć na wrzesień. A to dlatego, że wg ustaleń promotor chciał od nas 14 stron co dwa tygodnie, co niestety nijak przekładało się na mój dosyć obszerny temat i w rezultacie nawet wysyłając mu oczekiwaną liczbę stron kilka...
Komentarze
Prześlij komentarz